Rozdział ll
Obudziłam około 7;30 nie potrzebuje dużo czasu przed szkołą gdyż sie nie maluje ani nie upiększam się na bóstwo gdyż lubie sie taką jaką jestem. Wyszłam z Tobim odprowadzić go go przedszkola a sama poszłam do szkoły lecz nie długo, bo spotkałam Harrego, nie żywiłam do niego jakiegoś specjalnego uczucia ale lubiłam spędzać z nim czasu którego nie można nazwać straconym przez ciągły śmiech, jak by sie zastanowić był moim przyjacielem i sądzę ze on też tak sądził co do mnie. Kiedy weszliśmy do szkoły spotkaliśmy tam Hannę i Nailla rozmawiających więc podeszliśmy do nich lecz nie dało sie nie zauważyć napięcia pomiędzy Naillem i Harrym po prostu sie nienawidzili.
-Jak tam twoje nędzne życie co Naill?-powiedział Harry.
-Ja przy najmniej mam jakieś życie Harry-zaakcentował Naill na ostatnim słowie.
-Dobra spokojnie chłopacy zaraz dzwonek chodźcie pod klase.
Rozeszliśmy sie po klasach i weszliśmy do nich. Lekcje mijały dość szybko aż doszło do lunchu,nie opowiadałam o nim prędzej gdyż nie mam z tym dobrych wspomnień no wiecie wywalone jedzenie albo po prostu haki podstawione czego skutkiem jest moje własne śniadanie na twarzy,lecz dziś nie było takich niespodzianek ponieważ brak szefa gangu (Zayna) sugeruje niesprawność zespołu w skrócie kiedy Zayna nie było grupa kujonów była przeszczęśliwa z powodu niemocy grupy.
Oczywiście przez to mogłam zjeść w spokoju, siedzieliśmy przy stoliku w trójkę ale czasami miejsce też znalazło sie dla Harrego.
-W sobotę urodzinki jak przeżycia?- zapytał Naill.
-Nic specjalnego Mama i ojczym pewnie będą chcieli zrobić niespodziankę ale im nie wyjdzie... Znowu
-Nie będzie tak źle, też mamy dla cb niespodziankę ale to dopiero w sobotę.
-A co to tego to ta rodzinna niespodzianka też jest dla Harrego miał urodziny w tamtym tygodniu i jedzie z nami a to wszystko jest w piątek dlatego mnie w szkole nie bedzie i sobote ale około 18-19 powiedzieli że wrócimy. Blondyni wymienili spojrzenia.
-To nam akurat pasuje.
-hmm... Czy mam sie bać?
Hanna i Naill spojrzeli na siebie a następnie razem powiedzieli.
-tak -czego skutkiem było że ponownie na siebie spojrzeli równie wypowiadając - oooo.
Chyba tylko ja jestem tu normalna.
Reszte luchu przegadaliśmy śmiejąc sie i dziwnie zachowując. Dziś Środa więc zostały Jeszcze 3 lekcje, minęły szybko bez żadnych szkód ze strony Zayna wiec w mgnieniu oka byłam w domu ale miałam odebrac Tobiego więc poszłam po niego.
-To jak było w szkole ?
-A no dobrze ale wiesz co obiecałaś mi coś?
-A nie możemy następnym razem ?
-Nie, obiecałaś na paluszek! ! !
-No dobra dobra ale tylko na chwile.
-yoohoo to ja idę na zjeżdżalnię.
-Okay będę jakby coś na ławce.
Już idę w stronę ławki kiedy Tobi krzyczy.
-Ali, Ali popatrz jak zjeżdżam - uśmiechnęłam sie i pokazałam mu kciuk w górę lecz kiedy sie odwróciłam wpadłam na kogoś.
-Przepraszam przepraszam
-Nie to moja wi... -powiedziałam lecz kiedy on sie odwrócił i zauważył że to ja, także zauważyłam że to on a mianowicie Liam, przez chwile patrzyliśmy sobie w oczy a następnie on odchrząknął i powiedział.
- No ten uważaj następnym razem.
Wyminął mnie podszedł do małej dziewczynki objął ją zdejmując z domku drewnianego a następnie razem uśmiechnięci odeszli w swoją stronę. Minęło około 5 minut zanim my też poszliśmy do domu, gdzie mały wraz ze mną zjadł obiad i pograł w gry a ja zajęłam się lekcjami. Około godziny a może to były dwie, już sama nie wiem jest 19 więc Mama i Paul wrócili zjedliśmy kolacje. Później tylko poranna toaleta dokończyłam lekcje i opadniętą poszłam spać przy najmniej próbowałam gdyż nie mogłam przestać myśleć o zdarzeniu z placu zabaw jego oczy piękne piwne oczy nie mogę wymazać z pamięci ale także uświadomiłam sobie że nie mam u niego szans przecie jestem kujonem a on to szkolny bad boy. Opadnięta myśleniem zasnęłam.
/////////////////////////////
Hejoo to ja autorka wiem że krótko ale mam prośbę jak już to czytasz to skomentuj proszę choćby tylko wyraz albo dwa, dla mnie to wiele znaczy i motywuje. Dziekuje bardzo i pozdrawiam ;*
poniedziałek, 30 grudnia 2013
piątek, 27 grudnia 2013
She's Just Another Girl
Drrr ! Zadzwonił dzwonek kończąc ostatnią lekcje. Szmer w klasie zamykanych piórników, plecaków i pakowanych książek, już po minucie klasa świeciła pustkami a przy szafkach zebrał sie tłum ludzi. Zanim sie dopchałam do mojej szafki minęło 5 minut bo oczywiście pierwszoklasiści sie przepychali. Przebrałam buty założyłam kurtkę wyjęłam książki z plecaka aby je włożyć do szafki lecz po chwili wylądowały na podłodze z wielką siłą można było się domyślać kto je zwalił. Słychać było ten jego okropny śmiech. Podniosłam książki i spojrzałam w górę, oczywiscie Zayn Malik największy "buntownik" tej szkoły.
- Co, malutka przestraszyłaś się?- Powiedział Zayn swoim charakterystycznym głosem, nie wiem co aż tak śmiesznego w tym było ale reszta jego ekipy zaczeła sie śmiać- Do zobaczenia jutro - Powiedział trzaskając szafką blisko mojej głowy przez co odskoczyłam na bok co wywołało śmiech u mulata. Odłożyłam książki do szafki zamknęłam ją na kluczyk i wyszłam ze szkoły, czekali już tam na mnie moi przyjaciele rozmawiając razem podeszłam do nich i przyłączyłam sie do rozmowy.
-O czym rozmawiamy?- spytałam.
-O tobie, co tak długo?-spytał uśmiechnięty blondyn.
-A nic nie wiedziałam jakie książki zostawić.
-Ach te dylematy nastolatki- powiedziała blondynka.
-Dobra dobra już jestem więc chodźmy-poszlismy w trójkę w stronę naszych domów śmiejąc się i wygłupiając. W pierwszym domu mieszkała Hanna znałyśmy sie od liceum ale bardzo sie polubiliśmy zawsze wspierałyśmy sie na duchu. Przytuliła mnie, blondyna i weszła do domu.Zostałam sama z niebieskookim.
-I co jak tam sprawy z Hanną?
-Jakie sprawy przecież nie mam żadnych spraw?! - prychną i widać było po jego krzywym uśmiechu że kłamie.
-Przecież widać że ci sie podoba- powiedziałam, wbijając mu palce w brzuch, na co blondyn zaczął sie śmiać.
-To aż tak widać?
-Hmm tak, zaproś ją gdzieś na randkę czy coś.
- A jak mi odmów?
-Nie odmówi- powiedziałam ze bananem na twarzy, trzymając jego twarz rękoma. Byliśmy już pod domem Nailla wiec przytulił mnie i wszedł do domu. Znaliśmy sie od przedszkola więc
znałam go jak nikt inny. Mój dom był dwa budynki dalej. Weszłam do niego i powiedziałam .
- Już jestem - odpowiedziała mi cisza, hmm no tak rodzice w pracy siostra na studiach a brat w przedszkolu. Poszłam do swojego pokoju zerknęłam w lutro i zobaczyłam to co zawsze potargane wyblakłe blond włosy związane w kitek na końcu głowy,okulary na nosie, plecak zawieszonych jak najwyżej na plecach jakieś spodnie koszula troche przyduża w kratkę i dziwna koszulka musze przyznać urodą nie powalam ale wole być sobą z dobrymi ocenami niż głupim plastikiem. Przebrałam sie w dres, zjadłam obiad i oglądałam Tv około godziny a następne 2 godziny spędziłam na nauce. Około 18 przyjechała mama z Tobim i okazało sie ze byli na zakupach wiec rozpakowałam torby sprawdzając zawartość.
-Jak tam w szkole?- powiedziała moja rodzicielka po której urody niestety nie odziedziczyłam.
-Jak zawsze, a w pracy?
-Tak samo.
- A jak tam w przedszkolu mały?- powiedziałam do braciszka.
-Bardzo dobrze rysowaliśmy skonia?
-co rysowaliście?
- no skonia, taki duży długi nos- powiedział pokazując to mimiką.
- Chyba słonia-mówiłam śmiejąc się.
-No może to mógł być słoń hmm-zastanawiając sie wyszedł z kuchni.
Około 19 zjedliśmy kolacje następnie mój "ojciec" Paul przyjechał(był drugim mężem mojej mamy a mój pierworodny ojciec zmarł 4 lata temu),później to sie tylko wykąpałam, pouczyłam sie i poszłam spać.
***
Rano obudził mnie braciszek skaczący po mnie i krzyczący.
-Wstawaj wstawaj już idziemy-odprowadzam zawsze rano Tobiego do przedszkola bo nie mamy aż tak daleko do szkoły.Zaspana przewróciłam sie na bok aby kontynuować sen lecz on nadal po mnie skakał,rozchyliłam lekko oczy i ujrzałam nimi mój budzik i wielkie cyfry 7;44. Szybko jak błyskawica wstałam zrobiłam dwu minutową toaletę poranną, ubrałam sie, zrobione przez mama jak wychodziła do pracy kanapki wzięłam i wyszłam z braciszkiem z domu. Musieliśmy troche przyśpieszyć, odprowadziłam go do przedszkola i moje nogi pędem poprowadziły mnie do szkoły. Gdy znalazłam sie w budynku usłyszałam chaos co oznaczało że dzwonku jeszcze nie było. Przeniosłam się w stronę szafki gdzie niedaleko zauważyłam Zayna dręczącego pierwszaków. Po chwili gdy już prawie wszystko ogarnęłam zadzwonił dzwonek zapowiadający lekcje, kontem oka zauważyłam mulata kierującego sie w stronę jego (i niestety mojej) klasy, jeszcze mnie nie zauważył wiec spakowałam co chciałam i szybkim krokiem przed buntownikiem popędziłam i weszła do klasy. Był wtorek wiec zaczynałam od biologii na której siedziałam z Hanną, przez co zawsze plotkowaliśmy a Pan "Profesor" który uczył, nas uciszał.
-Ostatnia ławka jeszce raz będziecie rozmawiać a was przesadzę ! - krzyknął rozwścieczony nauczyciel.
Postanowiłam wsłuchać sie troche w lekcje, coś tam było o komórkach lecz po chwili nasz belfer patrzył tępo w ławę naprzeciw nas po drugiej stronie. Siedział tam Liam z jaką laską, był on jednym z ekipy Zayna ale chyba najmilszym ale też wrednym i najprzystojniejszym lecz nie ciągnęło mnie do niego.
-Liam! Ostatni raz ostrzegam nie rozmawiać bo przesadzę!
-Przepraszam Proszę Pana- powiedział śmiejąc się z wyrazu twarzy nauczyciela.
-Liam ile razy mam powtarzać- zaczął cytować- Przepraszam Panie....
-Profesorze -powiedział chłopak.
-Dokładnie, a teraz wróćmy do lekcji...
Ogólnie w grupie Zayna było 4 chłopaków: Liam, Louis , Josh i oczywiście Zayn. Wszyscy za cel w liceum wzięli dręczenie"kujonów" szkoły.
Kolejne lekcje mijały szybko, kończyłam dodatkową matematyką. Weszłam do klasy w której nie dało sie nie zauważyć dużej grupy kujonów w której ja też byłam. Na tej lekcji siedziałam z Harrym który lubi się uczyć i czasami jak mu jakieś zadanie czy coś nie wyszło to potrafił sie baaardzo wściec ale i tak się kumplowaliśmy.
-Siema siema Ali- ci ziom jay-powiedział Harry na co może czoło dostało plaskacz z ręki.
-to też nie tak???- na co poruszyłam głową na znak że nie -okayyy
-to może hmm...-zastanawiał sie drapiąc palcami po podbródku- czika Ali- na co w buchnęliśmy śmiechem aby po chwili Harry sie domyślił -czyli zostajemy przy Alice?
-Proszę -wymuszając kocie oczka
-Niech ci będzie, to jak masz zadania-kiwnęłam glową-no tak ty byś nie miała.
Następne zajęliśmy sie zajęciami czyli mamtmą. Dzwonek zadzwonił o 14:15 i tłum przy szafkach przybył, wiec postanowiliśmy z Harrym ażeby dokończyć zadanie które nie mogliśmy zrobić po 5 minutach krzyknęliśmy wspólnie na całą klasę aż pani podskoczyła.
-34 !!!
Z uśmiechami na twarzach poszliśmy w stronę szafek gdzie czekał już na nas Zayn i jego ekipa.
- No proszę proszę nowa para tej szkoły.
-Odczep sie Zayn - powiedział Harry troche z strachem
-Nie podskakuj kujonie bo cię zaboli-Mulat odwrócił Harrego i powiesił go za kołnierz o szafkę, na co Harry troche pisnął ale sie trzymał. Kiedy już poszli śmiejąc sie z nas pomogłam Harremu, ogarnęliśmy rzeczy i wyszliśmy ze szkoły rozmawiając o tym jak oczywiście nienawidzimy tej "elity".ogólnie to dużo osób z naszej szkoły mieszkała na naszej dzielnicy Hanna, Naill, Harry niestety Zayn (naprzeciw mojego domu) i jego kolega Liam i jeszcze 6 osób z mojej klasy.Harry mieszkał 3 domy za mną więc odprowadził mnie i poszedł w własną stronę. Weszłam do domu z wiedzą własnej intuicji że nikogo nie ma w domu. Wyjęłam telefon aby posłuchać muzyki ale zauważyłam sms od mamy:
"Musze zostać dłużej w pracy odbierzesz Tobiego? Później zaprowadź go do Sąsiadki już z nią rozmawiałam"
Szybko odpisałam że odbiorę, wzięłam słuchawki i z dobrym brzmieniem wyszłam do przedszkola. Odebrałam małego i wracałam z nim do domu.
- Ooooo Ali chodźmy chodźmy na plac zabaw plose- odwróciłam sie aby nie poddać sie jego wzroku.
-Nastepnym razem teraz musimy sie śpieszyć, Mama wróci później więc na chwilę zajdziesz do pani Parkins ok?
-no dobra ale obiecujesz że następnym razem zajdziemy na plac zabaw -powiedział Tobi pokazując jego najmniejszy palec na co też tak uczyniłam i splotłam nasze paluszki.
-Obiecuje.
-teraz już sie nie wymigas- powiedział śmiejąc się.
Do domu trafiliśmy po 5 minutach była około 15 więc miałam jescze 2 godziny, postanowiłam zrobić obiad dla nas ale nie wiedziałam co wymyśleć wiec skończyło sie na grzankach. Po obiedzie Tobi oglądał bajki a ja obok niego robiłam lekcje i tak minęły 1,5 godziny,poszłam do swojego pokoju sie spakować a nastepnie zeszłam na dół.
-To co idziemy?
-Musimy?
-Tak
-Ale...
-ciii
-no ale...
-ciii
-to mogę przynajmniej dokończyć bajkę?
-dokończysz u Pani Parkins, dawaj dawaj szybkie ruchy !
-No dobra...
Wyszliśmy odprowadziłam Braciszka Do kochanej Staruszki i poszłam na trening, tak chodze na trening a dokładnie na karate, niegdy nie wiadomo co ci sie w życiu przyda. Po 1,5 godziny trening sie skończył i opadnięta powróciłam do domu. Kiedy już tam dotarłam spotkałam mame Paula i brata wlaśnie przygotowali kolacje więc zjedliśmy i pośmialiśmy sie wspólnie. Umyłam się ubrałam powtórzyłam do szkoły i poszłam spać.
- Co, malutka przestraszyłaś się?- Powiedział Zayn swoim charakterystycznym głosem, nie wiem co aż tak śmiesznego w tym było ale reszta jego ekipy zaczeła sie śmiać- Do zobaczenia jutro - Powiedział trzaskając szafką blisko mojej głowy przez co odskoczyłam na bok co wywołało śmiech u mulata. Odłożyłam książki do szafki zamknęłam ją na kluczyk i wyszłam ze szkoły, czekali już tam na mnie moi przyjaciele rozmawiając razem podeszłam do nich i przyłączyłam sie do rozmowy.
-O czym rozmawiamy?- spytałam.
-O tobie, co tak długo?-spytał uśmiechnięty blondyn.
-A nic nie wiedziałam jakie książki zostawić.
-Ach te dylematy nastolatki- powiedziała blondynka.
-Dobra dobra już jestem więc chodźmy-poszlismy w trójkę w stronę naszych domów śmiejąc się i wygłupiając. W pierwszym domu mieszkała Hanna znałyśmy sie od liceum ale bardzo sie polubiliśmy zawsze wspierałyśmy sie na duchu. Przytuliła mnie, blondyna i weszła do domu.Zostałam sama z niebieskookim.
-I co jak tam sprawy z Hanną?
-Jakie sprawy przecież nie mam żadnych spraw?! - prychną i widać było po jego krzywym uśmiechu że kłamie.
-Przecież widać że ci sie podoba- powiedziałam, wbijając mu palce w brzuch, na co blondyn zaczął sie śmiać.
-To aż tak widać?
-Hmm tak, zaproś ją gdzieś na randkę czy coś.
- A jak mi odmów?
-Nie odmówi- powiedziałam ze bananem na twarzy, trzymając jego twarz rękoma. Byliśmy już pod domem Nailla wiec przytulił mnie i wszedł do domu. Znaliśmy sie od przedszkola więc
znałam go jak nikt inny. Mój dom był dwa budynki dalej. Weszłam do niego i powiedziałam .
- Już jestem - odpowiedziała mi cisza, hmm no tak rodzice w pracy siostra na studiach a brat w przedszkolu. Poszłam do swojego pokoju zerknęłam w lutro i zobaczyłam to co zawsze potargane wyblakłe blond włosy związane w kitek na końcu głowy,okulary na nosie, plecak zawieszonych jak najwyżej na plecach jakieś spodnie koszula troche przyduża w kratkę i dziwna koszulka musze przyznać urodą nie powalam ale wole być sobą z dobrymi ocenami niż głupim plastikiem. Przebrałam sie w dres, zjadłam obiad i oglądałam Tv około godziny a następne 2 godziny spędziłam na nauce. Około 18 przyjechała mama z Tobim i okazało sie ze byli na zakupach wiec rozpakowałam torby sprawdzając zawartość.
-Jak tam w szkole?- powiedziała moja rodzicielka po której urody niestety nie odziedziczyłam.
-Jak zawsze, a w pracy?
-Tak samo.
- A jak tam w przedszkolu mały?- powiedziałam do braciszka.
-Bardzo dobrze rysowaliśmy skonia?
-co rysowaliście?
- no skonia, taki duży długi nos- powiedział pokazując to mimiką.
- Chyba słonia-mówiłam śmiejąc się.
-No może to mógł być słoń hmm-zastanawiając sie wyszedł z kuchni.
Około 19 zjedliśmy kolacje następnie mój "ojciec" Paul przyjechał(był drugim mężem mojej mamy a mój pierworodny ojciec zmarł 4 lata temu),później to sie tylko wykąpałam, pouczyłam sie i poszłam spać.
***
Rano obudził mnie braciszek skaczący po mnie i krzyczący.
-Wstawaj wstawaj już idziemy-odprowadzam zawsze rano Tobiego do przedszkola bo nie mamy aż tak daleko do szkoły.Zaspana przewróciłam sie na bok aby kontynuować sen lecz on nadal po mnie skakał,rozchyliłam lekko oczy i ujrzałam nimi mój budzik i wielkie cyfry 7;44. Szybko jak błyskawica wstałam zrobiłam dwu minutową toaletę poranną, ubrałam sie, zrobione przez mama jak wychodziła do pracy kanapki wzięłam i wyszłam z braciszkiem z domu. Musieliśmy troche przyśpieszyć, odprowadziłam go do przedszkola i moje nogi pędem poprowadziły mnie do szkoły. Gdy znalazłam sie w budynku usłyszałam chaos co oznaczało że dzwonku jeszcze nie było. Przeniosłam się w stronę szafki gdzie niedaleko zauważyłam Zayna dręczącego pierwszaków. Po chwili gdy już prawie wszystko ogarnęłam zadzwonił dzwonek zapowiadający lekcje, kontem oka zauważyłam mulata kierującego sie w stronę jego (i niestety mojej) klasy, jeszcze mnie nie zauważył wiec spakowałam co chciałam i szybkim krokiem przed buntownikiem popędziłam i weszła do klasy. Był wtorek wiec zaczynałam od biologii na której siedziałam z Hanną, przez co zawsze plotkowaliśmy a Pan "Profesor" który uczył, nas uciszał.
-Ostatnia ławka jeszce raz będziecie rozmawiać a was przesadzę ! - krzyknął rozwścieczony nauczyciel.
Postanowiłam wsłuchać sie troche w lekcje, coś tam było o komórkach lecz po chwili nasz belfer patrzył tępo w ławę naprzeciw nas po drugiej stronie. Siedział tam Liam z jaką laską, był on jednym z ekipy Zayna ale chyba najmilszym ale też wrednym i najprzystojniejszym lecz nie ciągnęło mnie do niego.
-Liam! Ostatni raz ostrzegam nie rozmawiać bo przesadzę!
-Przepraszam Proszę Pana- powiedział śmiejąc się z wyrazu twarzy nauczyciela.
-Liam ile razy mam powtarzać- zaczął cytować- Przepraszam Panie....
-Profesorze -powiedział chłopak.
-Dokładnie, a teraz wróćmy do lekcji...
Ogólnie w grupie Zayna było 4 chłopaków: Liam, Louis , Josh i oczywiście Zayn. Wszyscy za cel w liceum wzięli dręczenie"kujonów" szkoły.
Kolejne lekcje mijały szybko, kończyłam dodatkową matematyką. Weszłam do klasy w której nie dało sie nie zauważyć dużej grupy kujonów w której ja też byłam. Na tej lekcji siedziałam z Harrym który lubi się uczyć i czasami jak mu jakieś zadanie czy coś nie wyszło to potrafił sie baaardzo wściec ale i tak się kumplowaliśmy.
-Siema siema Ali- ci ziom jay-powiedział Harry na co może czoło dostało plaskacz z ręki.
-to też nie tak???- na co poruszyłam głową na znak że nie -okayyy
-to może hmm...-zastanawiał sie drapiąc palcami po podbródku- czika Ali- na co w buchnęliśmy śmiechem aby po chwili Harry sie domyślił -czyli zostajemy przy Alice?
-Proszę -wymuszając kocie oczka
-Niech ci będzie, to jak masz zadania-kiwnęłam glową-no tak ty byś nie miała.
Następne zajęliśmy sie zajęciami czyli mamtmą. Dzwonek zadzwonił o 14:15 i tłum przy szafkach przybył, wiec postanowiliśmy z Harrym ażeby dokończyć zadanie które nie mogliśmy zrobić po 5 minutach krzyknęliśmy wspólnie na całą klasę aż pani podskoczyła.
-34 !!!
Z uśmiechami na twarzach poszliśmy w stronę szafek gdzie czekał już na nas Zayn i jego ekipa.
- No proszę proszę nowa para tej szkoły.
-Odczep sie Zayn - powiedział Harry troche z strachem
-Nie podskakuj kujonie bo cię zaboli-Mulat odwrócił Harrego i powiesił go za kołnierz o szafkę, na co Harry troche pisnął ale sie trzymał. Kiedy już poszli śmiejąc sie z nas pomogłam Harremu, ogarnęliśmy rzeczy i wyszliśmy ze szkoły rozmawiając o tym jak oczywiście nienawidzimy tej "elity".ogólnie to dużo osób z naszej szkoły mieszkała na naszej dzielnicy Hanna, Naill, Harry niestety Zayn (naprzeciw mojego domu) i jego kolega Liam i jeszcze 6 osób z mojej klasy.Harry mieszkał 3 domy za mną więc odprowadził mnie i poszedł w własną stronę. Weszłam do domu z wiedzą własnej intuicji że nikogo nie ma w domu. Wyjęłam telefon aby posłuchać muzyki ale zauważyłam sms od mamy:
"Musze zostać dłużej w pracy odbierzesz Tobiego? Później zaprowadź go do Sąsiadki już z nią rozmawiałam"
Szybko odpisałam że odbiorę, wzięłam słuchawki i z dobrym brzmieniem wyszłam do przedszkola. Odebrałam małego i wracałam z nim do domu.
- Ooooo Ali chodźmy chodźmy na plac zabaw plose- odwróciłam sie aby nie poddać sie jego wzroku.
-Nastepnym razem teraz musimy sie śpieszyć, Mama wróci później więc na chwilę zajdziesz do pani Parkins ok?
-no dobra ale obiecujesz że następnym razem zajdziemy na plac zabaw -powiedział Tobi pokazując jego najmniejszy palec na co też tak uczyniłam i splotłam nasze paluszki.
-Obiecuje.
-teraz już sie nie wymigas- powiedział śmiejąc się.
Do domu trafiliśmy po 5 minutach była około 15 więc miałam jescze 2 godziny, postanowiłam zrobić obiad dla nas ale nie wiedziałam co wymyśleć wiec skończyło sie na grzankach. Po obiedzie Tobi oglądał bajki a ja obok niego robiłam lekcje i tak minęły 1,5 godziny,poszłam do swojego pokoju sie spakować a nastepnie zeszłam na dół.
-To co idziemy?
-Musimy?
-Tak
-Ale...
-ciii
-no ale...
-ciii
-to mogę przynajmniej dokończyć bajkę?
-dokończysz u Pani Parkins, dawaj dawaj szybkie ruchy !
-No dobra...
Wyszliśmy odprowadziłam Braciszka Do kochanej Staruszki i poszłam na trening, tak chodze na trening a dokładnie na karate, niegdy nie wiadomo co ci sie w życiu przyda. Po 1,5 godziny trening sie skończył i opadnięta powróciłam do domu. Kiedy już tam dotarłam spotkałam mame Paula i brata wlaśnie przygotowali kolacje więc zjedliśmy i pośmialiśmy sie wspólnie. Umyłam się ubrałam powtórzyłam do szkoły i poszłam spać.
czwartek, 26 grudnia 2013
Bohaterowie
Alice Jackson 19 Lat Dobrze sie uczy, nie jest zbyt piękna ale sie tym nie przejmuje. Przyjaźni sie z Hanną i Naill'em.
Hanna Evans 19 lat Jest piękna uczy sie w miarę. Przyjaźni sie z Alice i Naill'em.
Zayn Malik 19 lat Buntownik szkoły, wszystko go denerwuje. Pali Papierosy.
Naill Horan 19 lat Przyjaźni sie z Alice i Hanną.
Liam Payne 19 lat Jeden z ekipy Zayna
Harry Styles 19 lat Nastolatek kochający nauke. Kolega Alice z koła matematycznego.
Louis Tomlinson 19 lat Członek bandy Zayna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)