Rozdział ll
Obudziłam około 7;30 nie potrzebuje dużo czasu przed szkołą gdyż sie nie maluje ani nie upiększam się na bóstwo gdyż lubie sie taką jaką jestem. Wyszłam z Tobim odprowadzić go go przedszkola a sama poszłam do szkoły lecz nie długo, bo spotkałam Harrego, nie żywiłam do niego jakiegoś specjalnego uczucia ale lubiłam spędzać z nim czasu którego nie można nazwać straconym przez ciągły śmiech, jak by sie zastanowić był moim przyjacielem i sądzę ze on też tak sądził co do mnie. Kiedy weszliśmy do szkoły spotkaliśmy tam Hannę i Nailla rozmawiających więc podeszliśmy do nich lecz nie dało sie nie zauważyć napięcia pomiędzy Naillem i Harrym po prostu sie nienawidzili.
-Jak tam twoje nędzne życie co Naill?-powiedział Harry.
-Ja przy najmniej mam jakieś życie Harry-zaakcentował Naill na ostatnim słowie.
-Dobra spokojnie chłopacy zaraz dzwonek chodźcie pod klase.
Rozeszliśmy sie po klasach i weszliśmy do nich. Lekcje mijały dość szybko aż doszło do lunchu,nie opowiadałam o nim prędzej gdyż nie mam z tym dobrych wspomnień no wiecie wywalone jedzenie albo po prostu haki podstawione czego skutkiem jest moje własne śniadanie na twarzy,lecz dziś nie było takich niespodzianek ponieważ brak szefa gangu (Zayna) sugeruje niesprawność zespołu w skrócie kiedy Zayna nie było grupa kujonów była przeszczęśliwa z powodu niemocy grupy.
Oczywiście przez to mogłam zjeść w spokoju, siedzieliśmy przy stoliku w trójkę ale czasami miejsce też znalazło sie dla Harrego.
-W sobotę urodzinki jak przeżycia?- zapytał Naill.
-Nic specjalnego Mama i ojczym pewnie będą chcieli zrobić niespodziankę ale im nie wyjdzie... Znowu
-Nie będzie tak źle, też mamy dla cb niespodziankę ale to dopiero w sobotę.
-A co to tego to ta rodzinna niespodzianka też jest dla Harrego miał urodziny w tamtym tygodniu i jedzie z nami a to wszystko jest w piątek dlatego mnie w szkole nie bedzie i sobote ale około 18-19 powiedzieli że wrócimy. Blondyni wymienili spojrzenia.
-To nam akurat pasuje.
-hmm... Czy mam sie bać?
Hanna i Naill spojrzeli na siebie a następnie razem powiedzieli.
-tak -czego skutkiem było że ponownie na siebie spojrzeli równie wypowiadając - oooo.
Chyba tylko ja jestem tu normalna.
Reszte luchu przegadaliśmy śmiejąc sie i dziwnie zachowując. Dziś Środa więc zostały Jeszcze 3 lekcje, minęły szybko bez żadnych szkód ze strony Zayna wiec w mgnieniu oka byłam w domu ale miałam odebrac Tobiego więc poszłam po niego.
-To jak było w szkole ?
-A no dobrze ale wiesz co obiecałaś mi coś?
-A nie możemy następnym razem ?
-Nie, obiecałaś na paluszek! ! !
-No dobra dobra ale tylko na chwile.
-yoohoo to ja idę na zjeżdżalnię.
-Okay będę jakby coś na ławce.
Już idę w stronę ławki kiedy Tobi krzyczy.
-Ali, Ali popatrz jak zjeżdżam - uśmiechnęłam sie i pokazałam mu kciuk w górę lecz kiedy sie odwróciłam wpadłam na kogoś.
-Przepraszam przepraszam
-Nie to moja wi... -powiedziałam lecz kiedy on sie odwrócił i zauważył że to ja, także zauważyłam że to on a mianowicie Liam, przez chwile patrzyliśmy sobie w oczy a następnie on odchrząknął i powiedział.
- No ten uważaj następnym razem.
Wyminął mnie podszedł do małej dziewczynki objął ją zdejmując z domku drewnianego a następnie razem uśmiechnięci odeszli w swoją stronę. Minęło około 5 minut zanim my też poszliśmy do domu, gdzie mały wraz ze mną zjadł obiad i pograł w gry a ja zajęłam się lekcjami. Około godziny a może to były dwie, już sama nie wiem jest 19 więc Mama i Paul wrócili zjedliśmy kolacje. Później tylko poranna toaleta dokończyłam lekcje i opadniętą poszłam spać przy najmniej próbowałam gdyż nie mogłam przestać myśleć o zdarzeniu z placu zabaw jego oczy piękne piwne oczy nie mogę wymazać z pamięci ale także uświadomiłam sobie że nie mam u niego szans przecie jestem kujonem a on to szkolny bad boy. Opadnięta myśleniem zasnęłam.
/////////////////////////////
Hejoo to ja autorka wiem że krótko ale mam prośbę jak już to czytasz to skomentuj proszę choćby tylko wyraz albo dwa, dla mnie to wiele znaczy i motywuje. Dziekuje bardzo i pozdrawiam ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz