piątek, 27 grudnia 2013

She's Just Another Girl

Drrr ! Zadzwonił dzwonek kończąc ostatnią lekcje. Szmer w klasie zamykanych piórników, plecaków i pakowanych książek, już po minucie klasa świeciła pustkami a przy szafkach zebrał sie tłum ludzi. Zanim sie dopchałam do mojej szafki minęło 5 minut bo oczywiście pierwszoklasiści  sie przepychali. Przebrałam buty założyłam kurtkę wyjęłam książki z plecaka aby je włożyć do szafki lecz po chwili wylądowały na podłodze z wielką siłą można było się domyślać kto je zwalił. Słychać było ten jego okropny śmiech. Podniosłam książki i spojrzałam w górę, oczywiscie Zayn Malik największy  "buntownik" tej szkoły.
- Co, malutka przestraszyłaś się?- Powiedział Zayn swoim charakterystycznym głosem, nie wiem co aż tak śmiesznego w tym było ale  reszta  jego ekipy zaczeła sie śmiać- Do zobaczenia jutro - Powiedział trzaskając szafką blisko mojej głowy przez co odskoczyłam na bok co wywołało śmiech u mulata. Odłożyłam książki do szafki zamknęłam ją na kluczyk i wyszłam ze szkoły, czekali już tam na mnie moi przyjaciele rozmawiając razem podeszłam do nich i przyłączyłam sie do rozmowy.
-O czym rozmawiamy?- spytałam.
-O tobie, co tak długo?-spytał uśmiechnięty blondyn.
-A nic nie wiedziałam jakie książki zostawić.
-Ach te dylematy nastolatki- powiedziała blondynka.
-Dobra dobra już jestem więc chodźmy-poszlismy w trójkę w stronę naszych domów śmiejąc się i wygłupiając. W pierwszym domu mieszkała  Hanna znałyśmy sie od liceum ale bardzo sie polubiliśmy zawsze wspierałyśmy sie na duchu. Przytuliła mnie, blondyna i weszła do domu.Zostałam sama z niebieskookim.
-I co jak tam sprawy z Hanną?
-Jakie sprawy przecież nie mam żadnych spraw?! - prychną i widać było po jego krzywym uśmiechu że kłamie.
-Przecież widać że ci sie podoba- powiedziałam, wbijając mu palce w brzuch, na co blondyn zaczął sie śmiać.
-To aż tak widać?
-Hmm tak, zaproś ją gdzieś na randkę czy coś.
- A jak mi odmów?
-Nie odmówi- powiedziałam ze bananem na twarzy, trzymając jego twarz rękoma. Byliśmy już pod domem Nailla wiec przytulił mnie i wszedł do domu. Znaliśmy sie od przedszkola więc
 znałam go jak nikt inny. Mój dom był dwa budynki dalej. Weszłam do niego i powiedziałam .
- Już jestem - odpowiedziała mi cisza, hmm no tak rodzice w pracy siostra na studiach a brat w przedszkolu. Poszłam do swojego pokoju zerknęłam w lutro i zobaczyłam to co zawsze potargane wyblakłe blond włosy związane w kitek na końcu głowy,okulary na nosie, plecak zawieszonych jak najwyżej na plecach jakieś spodnie koszula troche przyduża w kratkę i dziwna koszulka musze przyznać urodą nie powalam ale wole być sobą z dobrymi ocenami niż głupim plastikiem. Przebrałam sie w dres, zjadłam obiad i oglądałam Tv około godziny a następne 2 godziny spędziłam na nauce. Około 18 przyjechała mama z Tobim i okazało sie ze byli na zakupach wiec rozpakowałam torby sprawdzając zawartość.
-Jak tam w szkole?- powiedziała moja rodzicielka po której urody niestety nie odziedziczyłam.
-Jak zawsze, a w pracy?
-Tak samo.
- A jak tam w przedszkolu mały?- powiedziałam do braciszka.
-Bardzo dobrze rysowaliśmy skonia?
-co rysowaliście?
- no skonia, taki duży długi nos- powiedział pokazując to mimiką.
- Chyba słonia-mówiłam śmiejąc się.
-No może to mógł być słoń hmm-zastanawiając sie wyszedł z kuchni.
Około 19 zjedliśmy kolacje następnie mój "ojciec" Paul przyjechał(był drugim mężem mojej mamy a mój pierworodny ojciec zmarł 4 lata temu),później to sie tylko wykąpałam, pouczyłam sie i poszłam spać.
                              ***
Rano obudził mnie braciszek skaczący po mnie i krzyczący.
-Wstawaj wstawaj już idziemy-odprowadzam zawsze rano Tobiego do przedszkola bo nie mamy aż tak daleko do szkoły.Zaspana przewróciłam sie na bok aby kontynuować sen lecz on nadal po mnie skakał,rozchyliłam lekko oczy i ujrzałam nimi mój budzik i wielkie cyfry 7;44. Szybko jak błyskawica wstałam zrobiłam dwu minutową toaletę poranną, ubrałam sie, zrobione przez mama jak wychodziła do pracy kanapki wzięłam i wyszłam z braciszkiem z domu. Musieliśmy troche przyśpieszyć, odprowadziłam go do przedszkola i moje nogi pędem poprowadziły mnie do szkoły. Gdy znalazłam sie w budynku usłyszałam chaos co oznaczało że dzwonku jeszcze nie było. Przeniosłam się w stronę szafki gdzie niedaleko zauważyłam Zayna dręczącego pierwszaków. Po chwili gdy już prawie wszystko ogarnęłam zadzwonił dzwonek zapowiadający lekcje, kontem oka zauważyłam mulata kierującego sie w stronę jego (i niestety mojej) klasy, jeszcze mnie nie zauważył wiec spakowałam co chciałam i szybkim krokiem przed buntownikiem popędziłam i weszła do klasy. Był wtorek wiec zaczynałam od biologii na której siedziałam z Hanną, przez co zawsze plotkowaliśmy a Pan "Profesor" który uczył, nas uciszał.
-Ostatnia ławka jeszce raz będziecie rozmawiać a was przesadzę !  - krzyknął rozwścieczony nauczyciel.
Postanowiłam wsłuchać sie troche w lekcje, coś tam było o komórkach lecz po chwili nasz belfer patrzył tępo w ławę naprzeciw nas po drugiej stronie. Siedział tam Liam z jaką laską, był on jednym z ekipy Zayna ale chyba najmilszym ale też wrednym i najprzystojniejszym lecz nie ciągnęło mnie do niego.
-Liam! Ostatni raz ostrzegam nie rozmawiać bo przesadzę!
-Przepraszam Proszę Pana- powiedział śmiejąc się z wyrazu twarzy nauczyciela.
-Liam ile razy mam powtarzać- zaczął cytować- Przepraszam Panie....
-Profesorze -powiedział chłopak.
-Dokładnie, a teraz wróćmy do lekcji...
Ogólnie w grupie Zayna było 4 chłopaków: Liam, Louis , Josh i oczywiście Zayn. Wszyscy za cel w liceum wzięli dręczenie"kujonów" szkoły.
Kolejne lekcje mijały szybko, kończyłam dodatkową matematyką. Weszłam do klasy w której nie dało sie nie zauważyć dużej grupy kujonów  w której ja też byłam. Na tej lekcji siedziałam z Harrym który lubi się uczyć i czasami jak mu jakieś zadanie czy coś nie wyszło to potrafił sie baaardzo wściec ale i tak się kumplowaliśmy.
-Siema siema Ali- ci ziom jay-powiedział Harry na co może czoło dostało plaskacz z ręki.
-to też nie tak???- na co poruszyłam głową na znak że nie -okayyy
-to może hmm...-zastanawiał sie drapiąc palcami po podbródku- czika Ali- na co w buchnęliśmy śmiechem aby po chwili Harry sie domyślił -czyli zostajemy przy Alice?
-Proszę -wymuszając kocie oczka
-Niech ci będzie, to jak masz zadania-kiwnęłam glową-no tak ty byś nie miała.
Następne zajęliśmy sie zajęciami czyli mamtmą. Dzwonek zadzwonił o 14:15 i tłum przy szafkach przybył, wiec postanowiliśmy z Harrym ażeby dokończyć zadanie które nie mogliśmy zrobić po 5 minutach krzyknęliśmy wspólnie na całą klasę aż pani podskoczyła.
-34 !!!
Z uśmiechami na twarzach poszliśmy w stronę szafek gdzie czekał już na nas Zayn i jego ekipa.
- No proszę proszę nowa para tej szkoły.
-Odczep sie Zayn - powiedział Harry troche z strachem
-Nie podskakuj kujonie bo cię zaboli-Mulat odwrócił Harrego i powiesił go za kołnierz o szafkę, na co Harry troche pisnął ale sie trzymał. Kiedy już poszli śmiejąc sie z nas pomogłam Harremu, ogarnęliśmy rzeczy i wyszliśmy ze szkoły rozmawiając o tym jak oczywiście nienawidzimy tej "elity".ogólnie to  dużo osób z naszej szkoły mieszkała na naszej dzielnicy Hanna, Naill, Harry niestety Zayn (naprzeciw mojego domu) i jego kolega Liam i jeszcze 6 osób z mojej klasy.Harry mieszkał 3 domy za mną więc odprowadził mnie i poszedł w własną stronę. Weszłam do domu z wiedzą własnej intuicji że nikogo nie ma w domu. Wyjęłam telefon aby posłuchać muzyki ale zauważyłam sms od mamy:
"Musze zostać dłużej w pracy odbierzesz Tobiego? Później zaprowadź go do Sąsiadki już z nią rozmawiałam"
Szybko odpisałam że odbiorę, wzięłam słuchawki i z dobrym brzmieniem wyszłam do przedszkola. Odebrałam małego i wracałam z nim do domu.
- Ooooo Ali chodźmy chodźmy na plac zabaw plose- odwróciłam sie aby nie poddać sie jego wzroku.
-Nastepnym razem teraz musimy sie śpieszyć, Mama wróci później więc na chwilę zajdziesz do pani Parkins ok?
-no dobra ale obiecujesz że następnym razem zajdziemy na plac zabaw -powiedział Tobi pokazując jego najmniejszy palec na co też tak uczyniłam i splotłam nasze paluszki.
-Obiecuje.
-teraz już sie nie wymigas- powiedział śmiejąc się.
Do domu trafiliśmy po 5 minutach była około 15 więc miałam jescze 2 godziny, postanowiłam zrobić obiad dla nas ale nie wiedziałam co wymyśleć wiec skończyło sie na grzankach. Po obiedzie Tobi oglądał bajki a ja obok niego robiłam lekcje i tak minęły 1,5 godziny,poszłam do swojego pokoju sie spakować a nastepnie zeszłam na dół.
-To co idziemy?
-Musimy?
-Tak
-Ale...
-ciii
-no ale...
-ciii
-to mogę przynajmniej dokończyć bajkę?
-dokończysz u Pani Parkins, dawaj dawaj szybkie ruchy !
-No dobra...
Wyszliśmy odprowadziłam Braciszka Do kochanej Staruszki i poszłam na trening, tak chodze na trening a dokładnie na karate, niegdy nie wiadomo co ci sie w życiu przyda. Po 1,5 godziny trening sie skończył i opadnięta powróciłam do domu. Kiedy już tam dotarłam spotkałam mame Paula i brata wlaśnie przygotowali kolacje więc zjedliśmy i pośmialiśmy sie wspólnie. Umyłam się ubrałam powtórzyłam do szkoły i poszłam spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz