Rozdział lV
Obudziła mnie budzik z nutą Rizzle Kicks "skip to the good beat" Nie są oni bardzo znani ale ja uwielbiałam ich piosenki. Czyli jest 8 wstałam i poszłam ogarnąć poranną toaletę, ubrałam się i poszłam na śniadanie i spotkałam resztę rodziny.
-jak tam kochanie gotowa na wyjazd?
-Taaak....- powiedziałam z udawanym entuzjazmem.
-Fajnie bedzie- powiedział Tobi- będą zabawki i zjezdzal...
-Tobi ciii to jest niespodzianka.
Aha to gdzie jedziemy, na plac zabaw na dwa dni okay chyba nie będę z tego zadowolona.
-Jajeczka na bekonie?- zapytał Paul w fartuszku z patelnią w ręku.
-tak poproszę.
Już po chwili moje pyszne pożywienie znajdowało sie na talerzu przede mną.
Kiedy wszyscy sie najedli i sprzątnęliśmy minęło 20 minut czyli była 8:30 i rozeszliśmy sie po pokojach aby zabrać walizki i bagaż podręczny i po 10 minutach byliśmy w taksówce (woleliśmy zostawić samochód w garażu niż na lotnisku) jadąc na lotnisko na które jedzie sie około 15 minut. Około 9 więc poszliśmy na odprawę a w samolocie byliśmy o 10:00 i wiecie co już wiem gdzie jedziemy, na tablicy zauważyłam może sie domyślacie to .... Paryż. Byłam już tam ale jest to jedno z moich ulubionych miejsc, ten jezyk, wieża Eiffla, romantyczne pary, most a nawet same bagietki i crossanty.
-Hej jestem Jacob, właśnie spędzimy razem 2 godzinki więc dobrze by było sie poznać- powiedział przystojny chłopak w moim wieku, kładząc swój bagaż na siedzenie obok mnie i uśmiechając sie szczerze.
-Hej jestem Alice.
- O jakie piękne imie, dla pięknej dziewczyny.
No właśnie marzyłam sobie o tym, była ta scena w różnych filmach romantycznych on poznaje ją przez przypadek spędzą z nią w samolocie parę godzin a następnie długa rozłąką myślą o sobie zakochani i wten w jakim romantycznym miejscu znowu sie spotykają i są razem do końca, moje rozmyślania przerwał chłopak siadajacy obok mnie ooo może marzenia sie spełniają.... Wten odwrócił sie do mnie i zobaczyłam że to Harry-,- jak mogłam go nie poznać?!
- hej gotowa na wycieczke życia? - powiedział ulizany chłopczyk, odtrząsłam sie i powiedziałam z sarkazmem.
- tak już nie mogę sie doczekać... Mówili ci coś gdzie jedziemy?
- Jedyne co wiem to że do Paryża a tobie?
-Tobi coś wspominał o jakiejś zjeżdżalni czy coś.
-okay robi sie dziwnie.
Wygodnie usiedliśmy a po chwili założyliśmy słuchawki i zaczęłam oglądać widok za okienkiem a Harry zasnął oczywiście na moim ramieniu.
- Wstawaj, Wstawaj - powiedziałam do Harrego sliniącego sie na moją bluzę.
--Co...? Gdzie... Jesteśmy?-powiedział pół ziewając.
-za 5 minut lądujemy.
-A no tak... Czekaj dwie godziny spałem?!?
- Tak
- to sorki za nudzenie cię moim chrapaniem.
- nie no luzik a tak ogólnie mama powiedziała co będzie dalej, idziemy do hotelu zostawiamy rzeczy i idziemy na niespodzianke - powiedziałam akcentując sarkastycznie ostatnie słowo.
Było około 12 więc wylądowaliśmy i poszliśmy po swoje bagaże aby następnie iść do taxi a raczej dwóch i do hotelu.
Weszłam do budynku był on 5-gwiazdkowy miał gotycki wystrój, wiele okien, strzeliste wieże, bogato zdobione portale. Cechami charakterystycznymi był łuk ostry, sklepienie krzyżowo-żebrowe i systemu łuków przyporowych, odciążających ściany budowli. W skrócie podobał mi sie. Podeszliśmy do recepcji i dostaliśmy swoje apartamenty chociaż przyjechaliśmy tam na 1 noc no ale kto bogatemu zabroni. Zajęliśmy dwa apartamenty z widokiem na wieże Eiffla, wiec byłam ucieszona. Weszłam do pomieszczenia w którym będę mieszkała mniej więcej dzień, pierwszy był pokój a raczej sala pięknie ustrojona z okrągłym stołem na środku i wielkim bukietem następnie 3 wyjścia z pomieszczenia na wielki balkon na który wbiegłam i odetchnęłam z zachwytu jak pieknie i nagle usłyszałam lekki śmiech troche daleko ale też blisko odwróciłam sie w stronę dźwięku i na balkonie obok tak 5-6 m. ode mnie zauważyłam ulizane żelem włosy Harrego. Uśmiechnęłam sie i wróciłam do środka to tak z sali wychodziło sie do pokoju dziennego telewizor kanapa itd a z niego do dwóch sypialni i toalety z łazieką, trzecim pomieszczeniem z "sali" była ogromna sypialnia z ogromnym dwuosobowy łóżkiem która była rodziców. Przejdźmy do mojego pokoju miał dodatkowe drzwi do Tobiego co było fajne, był prostokątny ale nie mały wręcz duży: łóżko, szafa, telewizor, komputer, półki i takie tam podstawy a na dodatek mały balkonik z widokiem na Paryż.
-o godzinie 12:45 wychodzimy ogarnijcie się no i chodźcie - powiedziała rodzicielka
moje oczy od razu zwróciły się w stronę nadgarstka czyli zegarka. Była 12:35 czyli mam 10 minut, odłożyłam mój bagaż wzięłam książkę ( Percy Jackson) i zwróciłam się w strone balkonu aby 10 minut spędzić na lekturze. Niby 10 minut ale szybko minęły, wzięłam podręczną torebkę i spotkałam się z rodzinką. Ogólnie z Harrym pojechał jego ojciec i brat rok starszy od Tobiego, a jego ojciec pracował wspólnie z Paulem dlatego się znamy, wiec wszyscy pojechaliśmy do miejsca niespodzianki a kiedy byliśmy już niedaleko zauważyłam że to Disneyland i uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wysiadłam z taxi i z lekko otwartą buzą gapiłam się na pałacyk.
-Zadowoleni?- spytałam mama, odwróciłam się w jej stronę a Harry także, zauważyłam że stał w takiej samej pozycji.
-Tak- powiedzieliśmy razem.
- łapcie swoje bileciki- powiedział ojciec Harrego dając nam plakietki na smyczkach – pozwala wam wejść gdzie tylko chcecie a czas macie do godziny 18 około 5 godzin wam wystarczy co?
-No nie wiem spróbujemy- powiedział Harry.
-No to na co czekacie, idźcie już, będziemy przy telefonie i my zaopiekujemy chłopcami- powiedziała mama.
-okay to papa- powiedziałam.
-Bawcie się dobrze, bo my będziemy- teraz powiedział Toby.
Więc nie czekając na słowa innych ruszyliśmy do Disneyland’u było tam wspaniale ten pałac różne zjeżdżalnię i ludzie przebrani za różnych bohaterów Disneya spędziłam tam jedne z lepszych pięciu godzin życia, lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy. Mogłabym opowiadać o tym przez cały rozdział a to by była dopiero połowa ale byłam tak zszokowana i zachwycona że nic nie pamiętam. Spotkaliśmy sie w wyznaczonym miejscu oczywiscie z kłopotami gdyż zgubiliśmy z Harrym mapkę i nie mogliśmy znaleźć wyjścia ale po paru namolnych chwilach odnaleźliśmy się.
- Podobało sie? - zagadną Paul.
- Jeszcze sie pytasz oczywiście że tak- powiedziałam.
- I to bardzo, jedne z najlepszych urodzinowych niespodzianek.
- A to jeszcze nie koniec, jutro następna^^-powiedział ojciec Harrego, na co my wytrzeszczyliśmy oczy.
- yhy ale to dopiero jutro- powiedziała mama.
Z ucieszkami na twarzy pojechaliśmy do hotelu było przed 19 więc o 19 skończyliśmy jeść kolację którą przywiozła nam obsługa ( ja jadłam kraba i nie polecam). Rodzice pozwolili nam na 2 godzinki iść na wieże eiffla, a podobno wieczorem jest jeszcze ładniej więc z Harrym wyruszyłam i mogę przyznać że spędziłam z nim cały dzień, jeden z najlepszych. Tak, wieża jest piękna te widoki, Aleja Pól Elizejskich to prostu cudo trudno było sie na nią dostać te kolejki i wgl ale warto było chociaż wszędzie były pary, zakochani itd. Późnej to już tylko powrót i sen w pieknym łożu w którym sie zakochałam nie tylko z powodu zmęczenia ale z tego jakie było piękne tak jak w starych filmach. Sen sen sen ...
///////////////////////////////
.
. CZYTASZ = KOMENTUJESZ
niedziela, 12 stycznia 2014
piątek, 3 stycznia 2014
Here Comes The Sun
Rozdział III
Obudziłam się dość prędko gdyż o 6, był czwartek dziś do szkoły jutro wolne, nie ugięta myśl przechodziła mi po głowie- co to za niespodzianka skoro rodzice zwalniają mnie z szkoły co sie rzadko zdarzało a raczej nigdy także co ma z tym związanego Harry. Zastanawiałam się nad tym aż dobiegła godzina 7 wypoczęta po leżeniu założyłam okulary i poszłam na dół gdzie spotkałam mame która nie dało się ukryć spieszyła sie.
-Witaj kochanie tak prędko na nogach?
- A tak wyszło, przynajmniej w spokoju zjem śniadanie.
- W kuchni na stole leżą twoje i Tobiego kanapki nie zapomnij wziąć.
- Z truskawkową?-spytałam z nadzieją.
-Tak jak zawsze, musze lecieć - powiedziała rodzicielka dając mi całusa w policzek - Pa pa - i zamknęła drzwi.
Poszłam do kuchni i zrobiłam naleśniki Amerykańskie których zapach rozniósł sie po całym domu. Kiedy przysiadłam do stołu usłyszałam tupot małych stup po schodach.
-Co tak pięknie pachnie?- powiedział braciszek zaciągając sie powietrzem.
-Łap to porcja dla ciebie- powiedziałam i przysunęłam do niego talerz z porcją naleśników.
-dzięki tego mi trzeba było - powiedział już z półpełną buzią jedzeni, przełknął i ponownie zaczął rozmowe- Wogule to co to był za chłopak z którym wczoraj rozmawiałaś na placu zabaw?
- A to tylko ze szkoły.
- Pewnie tylko że szkoły a tak naprawdę to chciała dać mu buzi co? - powiedział młody wysyłając buziaczki w powietrze.
-Ej przestać nie chciałam- powiedziałam śmiejąc się z jego wyrazu twarzy i czując odrobinę kłamstwa w tym co powiedziałam. Z zamyślenia wyrwał mnie Tobi.
-Ej obudź się jest czas do przedszkola chodz sie ubrać dziś mam być na czerwono w szkole.
Razem z czerwonym pomidorem poszłam go odprowadzić i odeszłam w stronę szkoły a pod szafką spotkałam jakżeby pomyśleć Zayna i jego ekipe dziś niestety był w szkole.
-Dzień dobry Alice- powiedział sarkastycznie mulat.
-Czego chcesz Zayn?!
- Powiedziałem "Dzień dobry" odpowiedz uprzejmie- powiedział przygniatają mnie do szafki na co mój oddech zatrzymał sie- hm...? Nie dosłyszałem.
-Dzień dobry- powiedziałam najciszej jak sie da, na co mulat prychną przybliżył sie do mojej twarzy na co gwałtownie odwróciłam twarz czego skutkiem były moje okulary na podłodze (tak spadły mi, sama nie wiem jak) a on zaczął mówić.
- Naucz sie troche kultury co Jackson?!
Wszystko było rozmazane moim celem było znalezienie okularów lecz po chwili usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła i ujrzałam jakąś nogę która depcze po ciemnej plamce na podłodze domyśliłam się że to były moje okulary. Podniosłam przedmiot i już wiedziałam że będzie to dzień bez nich, były całkowicie zniszczone a drugiej pary przy sobie nie nosze.
Zażenowana wyjęłam książki z szafki taką przynajmniej miałam nadzieje że dobre wyjmuje i poszłam w stronę klasy. Spotkałam tak przyjaciół i wytłumaczyłam brak przyrządu wzrokowego na nosie na co powiedzieli że będą przy mnie żebym sie nie wywaliła ani nic głupiego nie zrobiła, chociaż także zauważyłam ich uśmieszki chyba z powodu mojego wyglądu lecz także sie uśmiechnęłam i weszłam do klasy. Lekcje jak zwykle spokojne pierwsza matematyka więc wyprzedzałam z materiałem moich rówieśników. Drugą lekcją była biologia z "Profesorem" oczywiscie nie obyło się bez krzyków nauczyciela abyśmy nie gadały (Tak samo jak ławka obok czyli Liam i Jo) bo przesadzi nas lecz jeszcze nigdy tego nie zrobił wiec na chwile się uciszyłam aby następnie rozmawiać ciszej z Hanną . Minęły jeszcze dwie lekcje Angielski i Geografia wten nadszedł czas lunchu którego się obawiałam. Z trzęsącymi się rękoma wzięłam tace z śniadaniem następnie zauważyłam nas stolik słabo ale zauważyłam, był on na drugiej stronie stołówki, otrząsłam się i poszłam przed siebie, nie za dobrze widziałam więc szłam tak aby dojść tam jak najszybciej, idę idę idę połowa sali i nic mi nie jest jedynie śmiechy z mojego wyglądu ale to normalność i zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Nagle poczułam ból w nodze, ktoś mi podstawił haka leciałam w dół ale szybko pomyślałam że nie dam im takiej satysfakcji i szybko tace jakby przez przypadek wyrzuciłam do ich stolika (aby sama nie wywalić sie na mój lunch) czego skutkiem był krzyk dziewczyn największe plastiki szkoły Jo i Jude które szczerze nienawidziłam. Wstałam i zauważyłam dziewczęta w spaghetti, przez co musiałam powstrzymywać się od wybuchu śmiechu, czego chłopacy z gangu nie powstrzymywali.
-Co ty zrobiłaś idiotko- powiedziała Jo.
-to był nowy LOUIS VUITTON !!!- powiedziała Jude, wyjmując makaron z torebki i ogólnie z głowy.
- Zapłacisz nam za to- wykrzyczała przez zaciśnięte zęby Jo.
-Ups... Niechcący - powiedziałam sarkastycznie i poszłam w stronę mojego miejsca pobytu gdzie już byli Hanna i Niall którzy śmieli sie.
-Łoł zaskoczyłaś nas- powiedziała Hanna.
-Noo odważna jesteś nie boisz sie ich teraz? -spytał Niall
-Wiem że będę tego żałowała ale sie nie boje.
-Co sie stało z dawną Ali?- spytał blondyn.
-A co przerażam cię?
-ewidentnie tak.
Śmialiśmy sie oczywiście znajomi podzielili się troszke lunchem a kątem oka spostrzegłam troche smiech przy dziewczynach ale jutro i tak nie mam mnie w szkole wiec wyluzowałam.
Zadzwonił dzwonek kończący miło spędzony czas i popędziliśmy do klas.
Lekcje mijały szybko ostatni był Hiszpański na którym siedziałam z Zaynem niestety gdyż pani nas przesadzała na początku roku i jak zawsze zmienialiśmy miejsca, to ona znowu nas przesadzała i tak zostało że z nim siedzę. Nikt nie przepadał za bardzo za panią Sparks była w średnim wieku i baardzo wredna dlatego na jej lekcjach w większości była cisza bo tą mniejszością był Zayn i koledzy gadający.
Jak zwykle siedzieliśmy najdalej jak sie da od siebie i tak minęła lekcja bez sprzeczek z czego sie cieszyłam. Kiedy dzwonek zadzwonił pobiegłam do szafki ogarnęłam wszystko i wyszłam jak najszybciej z budynku alby nie spotkać J&J. Byłam już parę metrów za szkołą kiedy usłyszałam że ktoś krzyczy moje imie odwróciłam sie i na szczęście zauważyłam Harrego, zwolniłam a on dogonił mnie.
-Potrafisz być naprawdę szybka - powiedział lizus.
-Hehehehe Dzięki.
-Wiesz może o co chodzi z tym niespodziankami urodzinowymi?
-Hm... Wydaje mi sie że będzie to jakaś wycieczka za granice czy coś albo zwiedzanie.
-A no to nie będzie źle, przynajmniej w tym roku nie będę sie tam sam nudził.
-Mówili ci wogule co masz ze sobą wziąć ?- powiedziałam a raczej zapytałam lecz Harry przyciągnął mnie do siebie, milimetry dzieliły nasze usta po chwili zastygnięcia Harry odchrząknął i powiedział.
-Ten no wpadłabyś na słup od lampy- odwróciłam sie i zobaczyłam słup zaśmiałam sie pod nosem i ominęłam go bezpiecznym łukiem.
-Sorry bez okularów za dobrze nie widzę - uśmiechnęliśmy sie i zapytałam ponownie- to jak mówili ci co masz wziąć?
- Na razie nic ale pewnie wieczorem powiedzą.
Byliśmy już pod moim domem wiec sie z nim pożegnałam i poszłam do domu prawie nie trafiając w drzwi. W domu spotkałam mame i braciszka pewnie prędzej skończyła prace i go odebrała pogadałam z nią zjedliśmy obiad i już chciałam iść odrabiać lekcje ale jutro wolne wiec poszłam z małym pograć na Xbox-sie i graliśmy aż wybiła godzina 17:40 więc spakowałam sie i poszłam na trening niby tylko ćwiczenia samoobrony itt ale dobrze to działało na kondycje i samopoczucie a także wiedziałam że nie mam sie czego bać gdy ktoś mnie zaatakuję . Przed 19 byłam już w domu poszłam pod prysznic odświeżyć się i przebrać w piżamę wten mama zawołała na kolacje na której wszystko nam wytłumaczyłam z Paulem min. że wyjeżdżamy samolotem na wycieczke a około 9 musimy być na lotnisku a ciuchów za dużo nie mamy brać tylko na dwa dni piżamę kosmetyczkę itp. Jutro musze wstać około 8 więc ogarnęłam sie i poszłam spać.
/////////////////////////////////
UWAGA ! ! ! CZYTASZ =KOMENTUJESZ
Jest 55 wyświetleń ale nikt się nie przyzna proszę o komentarze to motywuje a historia dopiero się rozkręca ;**
Obudziłam się dość prędko gdyż o 6, był czwartek dziś do szkoły jutro wolne, nie ugięta myśl przechodziła mi po głowie- co to za niespodzianka skoro rodzice zwalniają mnie z szkoły co sie rzadko zdarzało a raczej nigdy także co ma z tym związanego Harry. Zastanawiałam się nad tym aż dobiegła godzina 7 wypoczęta po leżeniu założyłam okulary i poszłam na dół gdzie spotkałam mame która nie dało się ukryć spieszyła sie.
-Witaj kochanie tak prędko na nogach?
- A tak wyszło, przynajmniej w spokoju zjem śniadanie.
- W kuchni na stole leżą twoje i Tobiego kanapki nie zapomnij wziąć.
- Z truskawkową?-spytałam z nadzieją.
-Tak jak zawsze, musze lecieć - powiedziała rodzicielka dając mi całusa w policzek - Pa pa - i zamknęła drzwi.
Poszłam do kuchni i zrobiłam naleśniki Amerykańskie których zapach rozniósł sie po całym domu. Kiedy przysiadłam do stołu usłyszałam tupot małych stup po schodach.
-Co tak pięknie pachnie?- powiedział braciszek zaciągając sie powietrzem.
-Łap to porcja dla ciebie- powiedziałam i przysunęłam do niego talerz z porcją naleśników.
-dzięki tego mi trzeba było - powiedział już z półpełną buzią jedzeni, przełknął i ponownie zaczął rozmowe- Wogule to co to był za chłopak z którym wczoraj rozmawiałaś na placu zabaw?
- A to tylko ze szkoły.
- Pewnie tylko że szkoły a tak naprawdę to chciała dać mu buzi co? - powiedział młody wysyłając buziaczki w powietrze.
-Ej przestać nie chciałam- powiedziałam śmiejąc się z jego wyrazu twarzy i czując odrobinę kłamstwa w tym co powiedziałam. Z zamyślenia wyrwał mnie Tobi.
-Ej obudź się jest czas do przedszkola chodz sie ubrać dziś mam być na czerwono w szkole.
Razem z czerwonym pomidorem poszłam go odprowadzić i odeszłam w stronę szkoły a pod szafką spotkałam jakżeby pomyśleć Zayna i jego ekipe dziś niestety był w szkole.
-Dzień dobry Alice- powiedział sarkastycznie mulat.
-Czego chcesz Zayn?!
- Powiedziałem "Dzień dobry" odpowiedz uprzejmie- powiedział przygniatają mnie do szafki na co mój oddech zatrzymał sie- hm...? Nie dosłyszałem.
-Dzień dobry- powiedziałam najciszej jak sie da, na co mulat prychną przybliżył sie do mojej twarzy na co gwałtownie odwróciłam twarz czego skutkiem były moje okulary na podłodze (tak spadły mi, sama nie wiem jak) a on zaczął mówić.
- Naucz sie troche kultury co Jackson?!
Wszystko było rozmazane moim celem było znalezienie okularów lecz po chwili usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła i ujrzałam jakąś nogę która depcze po ciemnej plamce na podłodze domyśliłam się że to były moje okulary. Podniosłam przedmiot i już wiedziałam że będzie to dzień bez nich, były całkowicie zniszczone a drugiej pary przy sobie nie nosze.
Zażenowana wyjęłam książki z szafki taką przynajmniej miałam nadzieje że dobre wyjmuje i poszłam w stronę klasy. Spotkałam tak przyjaciół i wytłumaczyłam brak przyrządu wzrokowego na nosie na co powiedzieli że będą przy mnie żebym sie nie wywaliła ani nic głupiego nie zrobiła, chociaż także zauważyłam ich uśmieszki chyba z powodu mojego wyglądu lecz także sie uśmiechnęłam i weszłam do klasy. Lekcje jak zwykle spokojne pierwsza matematyka więc wyprzedzałam z materiałem moich rówieśników. Drugą lekcją była biologia z "Profesorem" oczywiscie nie obyło się bez krzyków nauczyciela abyśmy nie gadały (Tak samo jak ławka obok czyli Liam i Jo) bo przesadzi nas lecz jeszcze nigdy tego nie zrobił wiec na chwile się uciszyłam aby następnie rozmawiać ciszej z Hanną . Minęły jeszcze dwie lekcje Angielski i Geografia wten nadszedł czas lunchu którego się obawiałam. Z trzęsącymi się rękoma wzięłam tace z śniadaniem następnie zauważyłam nas stolik słabo ale zauważyłam, był on na drugiej stronie stołówki, otrząsłam się i poszłam przed siebie, nie za dobrze widziałam więc szłam tak aby dojść tam jak najszybciej, idę idę idę połowa sali i nic mi nie jest jedynie śmiechy z mojego wyglądu ale to normalność i zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Nagle poczułam ból w nodze, ktoś mi podstawił haka leciałam w dół ale szybko pomyślałam że nie dam im takiej satysfakcji i szybko tace jakby przez przypadek wyrzuciłam do ich stolika (aby sama nie wywalić sie na mój lunch) czego skutkiem był krzyk dziewczyn największe plastiki szkoły Jo i Jude które szczerze nienawidziłam. Wstałam i zauważyłam dziewczęta w spaghetti, przez co musiałam powstrzymywać się od wybuchu śmiechu, czego chłopacy z gangu nie powstrzymywali.
-Co ty zrobiłaś idiotko- powiedziała Jo.
-to był nowy LOUIS VUITTON !!!- powiedziała Jude, wyjmując makaron z torebki i ogólnie z głowy.
- Zapłacisz nam za to- wykrzyczała przez zaciśnięte zęby Jo.
-Ups... Niechcący - powiedziałam sarkastycznie i poszłam w stronę mojego miejsca pobytu gdzie już byli Hanna i Niall którzy śmieli sie.
-Łoł zaskoczyłaś nas- powiedziała Hanna.
-Noo odważna jesteś nie boisz sie ich teraz? -spytał Niall
-Wiem że będę tego żałowała ale sie nie boje.
-Co sie stało z dawną Ali?- spytał blondyn.
-A co przerażam cię?
-ewidentnie tak.
Śmialiśmy sie oczywiście znajomi podzielili się troszke lunchem a kątem oka spostrzegłam troche smiech przy dziewczynach ale jutro i tak nie mam mnie w szkole wiec wyluzowałam.
Zadzwonił dzwonek kończący miło spędzony czas i popędziliśmy do klas.
Lekcje mijały szybko ostatni był Hiszpański na którym siedziałam z Zaynem niestety gdyż pani nas przesadzała na początku roku i jak zawsze zmienialiśmy miejsca, to ona znowu nas przesadzała i tak zostało że z nim siedzę. Nikt nie przepadał za bardzo za panią Sparks była w średnim wieku i baardzo wredna dlatego na jej lekcjach w większości była cisza bo tą mniejszością był Zayn i koledzy gadający.
Jak zwykle siedzieliśmy najdalej jak sie da od siebie i tak minęła lekcja bez sprzeczek z czego sie cieszyłam. Kiedy dzwonek zadzwonił pobiegłam do szafki ogarnęłam wszystko i wyszłam jak najszybciej z budynku alby nie spotkać J&J. Byłam już parę metrów za szkołą kiedy usłyszałam że ktoś krzyczy moje imie odwróciłam sie i na szczęście zauważyłam Harrego, zwolniłam a on dogonił mnie.
-Potrafisz być naprawdę szybka - powiedział lizus.
-Hehehehe Dzięki.
-Wiesz może o co chodzi z tym niespodziankami urodzinowymi?
-Hm... Wydaje mi sie że będzie to jakaś wycieczka za granice czy coś albo zwiedzanie.
-A no to nie będzie źle, przynajmniej w tym roku nie będę sie tam sam nudził.
-Mówili ci wogule co masz ze sobą wziąć ?- powiedziałam a raczej zapytałam lecz Harry przyciągnął mnie do siebie, milimetry dzieliły nasze usta po chwili zastygnięcia Harry odchrząknął i powiedział.
-Ten no wpadłabyś na słup od lampy- odwróciłam sie i zobaczyłam słup zaśmiałam sie pod nosem i ominęłam go bezpiecznym łukiem.
-Sorry bez okularów za dobrze nie widzę - uśmiechnęliśmy sie i zapytałam ponownie- to jak mówili ci co masz wziąć?
- Na razie nic ale pewnie wieczorem powiedzą.
Byliśmy już pod moim domem wiec sie z nim pożegnałam i poszłam do domu prawie nie trafiając w drzwi. W domu spotkałam mame i braciszka pewnie prędzej skończyła prace i go odebrała pogadałam z nią zjedliśmy obiad i już chciałam iść odrabiać lekcje ale jutro wolne wiec poszłam z małym pograć na Xbox-sie i graliśmy aż wybiła godzina 17:40 więc spakowałam sie i poszłam na trening niby tylko ćwiczenia samoobrony itt ale dobrze to działało na kondycje i samopoczucie a także wiedziałam że nie mam sie czego bać gdy ktoś mnie zaatakuję . Przed 19 byłam już w domu poszłam pod prysznic odświeżyć się i przebrać w piżamę wten mama zawołała na kolacje na której wszystko nam wytłumaczyłam z Paulem min. że wyjeżdżamy samolotem na wycieczke a około 9 musimy być na lotnisku a ciuchów za dużo nie mamy brać tylko na dwa dni piżamę kosmetyczkę itp. Jutro musze wstać około 8 więc ogarnęłam sie i poszłam spać.
/////////////////////////////////
UWAGA ! ! ! CZYTASZ =KOMENTUJESZ
Jest 55 wyświetleń ale nikt się nie przyzna proszę o komentarze to motywuje a historia dopiero się rozkręca ;**
Subskrybuj:
Posty (Atom)