piątek, 3 stycznia 2014

Here Comes The Sun

Rozdział III
Obudziłam się dość prędko gdyż o 6, był czwartek dziś do szkoły jutro wolne, nie ugięta myśl przechodziła mi po głowie- co to za niespodzianka skoro rodzice zwalniają mnie z szkoły co sie rzadko zdarzało a raczej nigdy także co ma z tym związanego Harry. Zastanawiałam się nad tym aż dobiegła godzina 7 wypoczęta po leżeniu założyłam okulary i poszłam na dół gdzie spotkałam mame która nie dało się ukryć spieszyła sie.
-Witaj kochanie tak prędko na nogach?
- A tak wyszło, przynajmniej w spokoju zjem śniadanie.
- W kuchni na stole leżą twoje i Tobiego kanapki nie zapomnij wziąć.
- Z truskawkową?-spytałam z nadzieją.
-Tak jak zawsze, musze lecieć - powiedziała rodzicielka dając mi całusa w policzek - Pa pa - i zamknęła drzwi.
Poszłam do kuchni i zrobiłam naleśniki Amerykańskie których zapach rozniósł sie po całym domu. Kiedy przysiadłam do stołu usłyszałam tupot małych stup po schodach.
-Co tak pięknie pachnie?- powiedział braciszek zaciągając sie powietrzem.
-Łap to porcja dla ciebie- powiedziałam  i przysunęłam do niego talerz z porcją naleśników.
-dzięki tego mi trzeba było - powiedział już z półpełną buzią jedzeni, przełknął i ponownie zaczął rozmowe- Wogule to co to był za chłopak z którym wczoraj rozmawiałaś na placu zabaw?
- A to tylko ze szkoły.
- Pewnie tylko że szkoły a tak naprawdę to chciała dać mu buzi co? - powiedział młody wysyłając buziaczki w powietrze.
-Ej przestać nie chciałam- powiedziałam śmiejąc się z jego wyrazu twarzy i czując odrobinę kłamstwa w tym co powiedziałam. Z zamyślenia wyrwał mnie Tobi.
-Ej obudź się jest czas do przedszkola chodz sie ubrać dziś mam być na czerwono w szkole.
Razem z czerwonym pomidorem poszłam go odprowadzić i odeszłam w stronę szkoły a pod szafką spotkałam jakżeby pomyśleć Zayna i jego ekipe dziś niestety był w szkole.
-Dzień dobry Alice- powiedział sarkastycznie mulat.
-Czego chcesz Zayn?!
- Powiedziałem "Dzień dobry" odpowiedz uprzejmie- powiedział przygniatają mnie do szafki na co mój oddech zatrzymał sie- hm...? Nie dosłyszałem.
-Dzień dobry- powiedziałam najciszej jak sie da, na co mulat prychną przybliżył sie do mojej twarzy na co gwałtownie odwróciłam twarz czego skutkiem były moje okulary na podłodze (tak spadły mi, sama nie wiem jak) a on zaczął mówić.
- Naucz sie troche kultury co Jackson?!
Wszystko było rozmazane moim celem było znalezienie okularów lecz po chwili usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła i ujrzałam jakąś nogę która depcze po ciemnej plamce na podłodze domyśliłam się że to były moje okulary. Podniosłam przedmiot i już wiedziałam że będzie to dzień bez nich, były całkowicie zniszczone a drugiej pary przy sobie nie nosze.
Zażenowana wyjęłam książki z szafki taką przynajmniej miałam nadzieje że dobre wyjmuje i poszłam w stronę klasy. Spotkałam tak przyjaciół i wytłumaczyłam brak przyrządu wzrokowego na nosie na co powiedzieli że będą przy mnie żebym sie nie wywaliła ani nic głupiego nie zrobiła, chociaż także zauważyłam ich uśmieszki chyba z powodu mojego wyglądu lecz także sie uśmiechnęłam i weszłam do klasy. Lekcje jak zwykle spokojne pierwsza matematyka więc wyprzedzałam z materiałem moich rówieśników. Drugą lekcją była biologia z "Profesorem" oczywiscie nie obyło się bez krzyków nauczyciela abyśmy nie gadały (Tak samo jak ławka obok czyli Liam i Jo) bo przesadzi nas lecz jeszcze nigdy tego nie zrobił wiec na chwile się uciszyłam aby następnie rozmawiać ciszej z Hanną . Minęły jeszcze dwie lekcje Angielski i Geografia wten nadszedł czas lunchu którego się obawiałam. Z trzęsącymi się rękoma wzięłam tace z śniadaniem następnie zauważyłam nas stolik słabo ale zauważyłam, był on na drugiej stronie stołówki, otrząsłam się i poszłam przed siebie, nie za dobrze widziałam więc szłam  tak aby dojść tam jak najszybciej, idę idę idę połowa sali i nic mi nie jest jedynie śmiechy z mojego wyglądu ale to normalność i zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Nagle poczułam ból w nodze, ktoś mi podstawił haka leciałam w dół ale szybko pomyślałam że nie dam im takiej satysfakcji i szybko tace jakby przez przypadek wyrzuciłam do ich stolika (aby sama nie wywalić sie na mój lunch) czego skutkiem był krzyk dziewczyn największe plastiki szkoły Jo i Jude które szczerze nienawidziłam. Wstałam i zauważyłam dziewczęta w spaghetti, przez co musiałam powstrzymywać się od wybuchu śmiechu, czego chłopacy z gangu nie powstrzymywali.
-Co ty zrobiłaś idiotko- powiedziała Jo.
-to był nowy LOUIS VUITTON !!!- powiedziała Jude, wyjmując makaron z torebki i ogólnie z głowy.
- Zapłacisz nam za to- wykrzyczała przez zaciśnięte zęby Jo.
-Ups... Niechcący - powiedziałam sarkastycznie i poszłam w stronę mojego miejsca pobytu gdzie już byli Hanna i Niall którzy śmieli sie.
-Łoł zaskoczyłaś nas- powiedziała Hanna.
-Noo odważna jesteś nie boisz sie ich teraz? -spytał Niall
-Wiem że będę tego żałowała ale sie nie boje.
-Co sie stało z dawną Ali?- spytał blondyn.
-A co przerażam cię?
-ewidentnie tak.
Śmialiśmy sie oczywiście znajomi podzielili się troszke lunchem a kątem oka spostrzegłam troche smiech przy dziewczynach ale jutro i tak nie mam mnie w szkole wiec wyluzowałam.
Zadzwonił dzwonek kończący miło spędzony czas i popędziliśmy do klas.
Lekcje mijały szybko ostatni był Hiszpański  na którym siedziałam z Zaynem niestety gdyż pani nas przesadzała na początku roku i jak zawsze zmienialiśmy miejsca, to ona znowu nas przesadzała i tak zostało że z nim siedzę. Nikt nie przepadał za bardzo za panią Sparks była w średnim wieku i baardzo wredna dlatego na jej lekcjach w większości była cisza bo tą mniejszością był Zayn i koledzy gadający.
Jak zwykle siedzieliśmy najdalej jak sie da od siebie i tak minęła lekcja bez sprzeczek z czego sie cieszyłam. Kiedy dzwonek zadzwonił pobiegłam do szafki ogarnęłam wszystko i wyszłam jak najszybciej z budynku alby nie spotkać J&J. Byłam już parę metrów za szkołą kiedy usłyszałam że ktoś krzyczy moje imie odwróciłam sie i na szczęście zauważyłam Harrego, zwolniłam a on dogonił mnie.
-Potrafisz być naprawdę szybka - powiedział lizus.
-Hehehehe Dzięki.
-Wiesz może o co chodzi z tym niespodziankami urodzinowymi?
-Hm... Wydaje mi sie że będzie to jakaś wycieczka za granice czy coś albo zwiedzanie.
-A no to nie będzie źle, przynajmniej w tym roku nie będę sie tam sam nudził.
-Mówili ci wogule co masz ze sobą wziąć ?- powiedziałam a raczej zapytałam lecz Harry przyciągnął mnie do siebie, milimetry dzieliły nasze usta po chwili zastygnięcia Harry odchrząknął i powiedział.
-Ten no wpadłabyś na słup od lampy- odwróciłam sie i zobaczyłam słup zaśmiałam sie pod nosem i ominęłam go bezpiecznym łukiem.
-Sorry bez okularów za dobrze nie widzę - uśmiechnęliśmy sie i zapytałam ponownie- to jak mówili ci co masz wziąć?
- Na razie nic ale pewnie wieczorem powiedzą.
Byliśmy już pod moim domem wiec sie z nim pożegnałam i poszłam do domu prawie nie trafiając w drzwi. W domu spotkałam mame i braciszka pewnie prędzej skończyła prace i go odebrała pogadałam z nią zjedliśmy obiad i już chciałam iść odrabiać lekcje ale jutro wolne wiec poszłam z małym pograć na Xbox-sie i graliśmy aż wybiła godzina 17:40 więc spakowałam sie i poszłam na trening niby tylko ćwiczenia samoobrony itt ale dobrze to działało na kondycje i samopoczucie a także wiedziałam że nie mam sie czego bać gdy ktoś mnie zaatakuję . Przed 19 byłam już w domu poszłam pod prysznic odświeżyć się i przebrać w piżamę wten mama zawołała na kolacje na której wszystko nam wytłumaczyłam  z Paulem min. że  wyjeżdżamy samolotem na wycieczke a około 9 musimy być na lotnisku a ciuchów za dużo nie mamy brać tylko na dwa dni piżamę kosmetyczkę itp. Jutro musze wstać około 8 więc ogarnęłam sie i poszłam spać.

/////////////////////////////////
UWAGA ! ! ! CZYTASZ =KOMENTUJESZ
Jest 55 wyświetleń ale nikt się nie przyzna proszę o komentarze to motywuje a historia dopiero się rozkręca ;**

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz