niedziela, 12 stycznia 2014

Dreamers

Rozdział lV
Obudziła mnie budzik z  nutą Rizzle Kicks "skip to the good beat" Nie są oni bardzo znani ale ja uwielbiałam ich piosenki. Czyli jest 8 wstałam i poszłam ogarnąć poranną toaletę, ubrałam się i poszłam na śniadanie i spotkałam resztę rodziny.
-jak tam kochanie gotowa na wyjazd?
-Taaak....- powiedziałam z udawanym entuzjazmem.
-Fajnie bedzie- powiedział Tobi- będą zabawki i zjezdzal...
-Tobi ciii to jest niespodzianka.
Aha to gdzie jedziemy, na plac zabaw na dwa dni okay chyba nie będę z tego zadowolona.
-Jajeczka na bekonie?- zapytał Paul w fartuszku z patelnią w ręku. 
-tak poproszę.
Już po chwili moje pyszne pożywienie znajdowało sie na talerzu przede mną.
Kiedy wszyscy sie najedli i sprzątnęliśmy minęło 20 minut czyli była 8:30 i rozeszliśmy sie po pokojach aby zabrać walizki i bagaż podręczny i po 10 minutach byliśmy w taksówce (woleliśmy zostawić samochód w garażu niż na lotnisku) jadąc na lotnisko na które jedzie sie około 15 minut. Około 9 więc poszliśmy na odprawę a w samolocie byliśmy o 10:00 i wiecie co już wiem gdzie jedziemy, na tablicy zauważyłam może sie domyślacie to .... Paryż. Byłam już tam ale jest to jedno z moich ulubionych miejsc, ten jezyk, wieża Eiffla, romantyczne pary, most a nawet same bagietki i crossanty.
-Hej jestem Jacob, właśnie spędzimy razem 2 godzinki więc dobrze by było sie poznać- powiedział przystojny chłopak w moim wieku, kładząc swój bagaż na siedzenie obok mnie i  uśmiechając sie szczerze.
-Hej jestem Alice.
- O jakie piękne imie, dla pięknej dziewczyny.
No właśnie marzyłam sobie o tym, była ta scena w różnych filmach romantycznych on poznaje ją przez przypadek spędzą z nią w samolocie parę godzin a następnie długa rozłąką myślą o sobie zakochani i wten w jakim romantycznym miejscu znowu sie spotykają i są razem do końca, moje rozmyślania przerwał chłopak siadajacy obok mnie ooo może marzenia sie spełniają.... Wten odwrócił sie do mnie i zobaczyłam że to Harry-,- jak mogłam go nie poznać?!  
- hej gotowa na wycieczke życia? - powiedział ulizany chłopczyk, odtrząsłam sie i powiedziałam z sarkazmem.
- tak już nie mogę sie doczekać... Mówili ci coś gdzie jedziemy?
- Jedyne co wiem to że do Paryża a tobie?
-Tobi coś wspominał o jakiejś zjeżdżalni czy coś.
-okay robi sie dziwnie.
Wygodnie usiedliśmy a po chwili założyliśmy słuchawki i zaczęłam oglądać widok za okienkiem a Harry zasnął oczywiście na moim ramieniu.
- Wstawaj, Wstawaj - powiedziałam do Harrego sliniącego sie na moją bluzę.
--Co...? Gdzie... Jesteśmy?-powiedział pół ziewając.
-za 5 minut lądujemy.
-A no tak... Czekaj dwie godziny spałem?!?
- Tak
- to sorki za nudzenie cię moim chrapaniem.
- nie no luzik a tak ogólnie mama powiedziała co będzie dalej, idziemy do hotelu zostawiamy rzeczy i idziemy na niespodzianke - powiedziałam akcentując sarkastycznie ostatnie słowo.
Było około 12 więc wylądowaliśmy i poszliśmy po swoje bagaże aby następnie iść do taxi a raczej dwóch i do hotelu.
Weszłam do budynku był on 5-gwiazdkowy miał gotycki wystrój, wiele okien, strzeliste wieże, bogato zdobione portale. Cechami charakterystycznymi   był  łuk ostry, sklepienie krzyżowo-żebrowe i systemu łuków przyporowych, odciążających ściany budowli. W skrócie podobał mi sie. Podeszliśmy do recepcji i dostaliśmy swoje apartamenty chociaż przyjechaliśmy tam na 1 noc no ale kto bogatemu zabroni. Zajęliśmy dwa apartamenty z widokiem na wieże Eiffla, wiec byłam ucieszona. Weszłam do pomieszczenia w którym będę mieszkała  mniej więcej dzień, pierwszy był pokój a raczej sala pięknie ustrojona z okrągłym stołem na środku i wielkim bukietem następnie 3 wyjścia z pomieszczenia na wielki balkon na który wbiegłam i odetchnęłam z zachwytu jak pieknie i nagle usłyszałam lekki śmiech troche daleko ale też blisko odwróciłam sie w stronę dźwięku i na balkonie obok tak 5-6 m. ode mnie zauważyłam ulizane  żelem włosy Harrego. Uśmiechnęłam sie i wróciłam do środka to tak z sali wychodziło sie do pokoju dziennego telewizor kanapa itd a z niego do dwóch sypialni i toalety z łazieką, trzecim pomieszczeniem z "sali"  była ogromna sypialnia z ogromnym dwuosobowy łóżkiem która była rodziców. Przejdźmy do mojego pokoju miał dodatkowe drzwi do Tobiego co było fajne, był prostokątny ale nie mały wręcz duży: łóżko, szafa, telewizor,  komputer, półki i takie tam podstawy a na dodatek mały balkonik z widokiem na Paryż.
-o godzinie 12:45 wychodzimy ogarnijcie się no i chodźcie - powiedziała rodzicielka
moje oczy od razu zwróciły się w stronę nadgarstka czyli zegarka. Była 12:35 czyli mam 10 minut, odłożyłam mój bagaż wzięłam książkę ( Percy Jackson) i zwróciłam się w strone balkonu aby 10 minut spędzić na lekturze. Niby 10 minut ale szybko minęły, wzięłam podręczną torebkę i spotkałam się z rodzinką. Ogólnie z Harrym pojechał jego ojciec i brat rok starszy od Tobiego, a jego ojciec pracował wspólnie z Paulem dlatego się znamy, wiec wszyscy pojechaliśmy do miejsca niespodzianki a kiedy byliśmy już niedaleko zauważyłam że to Disneyland i uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wysiadłam z taxi i z lekko otwartą buzą gapiłam się na pałacyk.
-Zadowoleni?- spytałam mama, odwróciłam się w jej stronę a Harry także, zauważyłam że stał w takiej samej pozycji.
 -Tak- powiedzieliśmy razem.
- łapcie swoje bileciki- powiedział ojciec Harrego dając nam plakietki na smyczkach – pozwala wam wejść gdzie tylko chcecie a czas macie do godziny 18 około 5 godzin wam wystarczy co?
 -No nie wiem spróbujemy- powiedział Harry.
-No to na co czekacie, idźcie już, będziemy przy telefonie i my zaopiekujemy chłopcami- powiedziała mama.
 -okay to papa- powiedziałam.
 -Bawcie się dobrze, bo my będziemy- teraz powiedział Toby.
Więc nie czekając na słowa innych ruszyliśmy do Disneyland’u było tam wspaniale ten pałac różne zjeżdżalnię i ludzie przebrani za różnych bohaterów Disneya spędziłam tam jedne z lepszych pięciu godzin życia, lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy. Mogłabym opowiadać o tym przez cały rozdział a to by była dopiero połowa ale byłam tak zszokowana i zachwycona że nic nie pamiętam. Spotkaliśmy sie w wyznaczonym miejscu oczywiscie z kłopotami gdyż zgubiliśmy z Harrym mapkę i nie mogliśmy znaleźć wyjścia ale po paru namolnych chwilach odnaleźliśmy się.
- Podobało sie? - zagadną Paul.
- Jeszcze sie pytasz oczywiście że tak- powiedziałam.
- I to bardzo, jedne z najlepszych urodzinowych niespodzianek.
- A to jeszcze nie koniec, jutro następna^^-powiedział ojciec Harrego, na co my wytrzeszczyliśmy oczy.
- yhy ale to dopiero jutro- powiedziała mama.
Z ucieszkami na twarzy pojechaliśmy do hotelu było przed 19 więc o 19 skończyliśmy jeść kolację którą przywiozła nam obsługa ( ja jadłam kraba i nie polecam). Rodzice pozwolili nam na 2 godzinki iść na wieże eiffla, a podobno wieczorem jest jeszcze ładniej więc z Harrym wyruszyłam i mogę przyznać że spędziłam z nim cały dzień, jeden z najlepszych. Tak, wieża jest piękna te widoki, Aleja Pól Elizejskich to prostu cudo trudno było sie na nią dostać te kolejki i wgl ale warto było chociaż wszędzie były pary, zakochani itd.  Późnej to już tylko powrót i sen w pieknym łożu w którym sie zakochałam  nie tylko z powodu zmęczenia ale z tego jakie było piękne tak jak w starych filmach. Sen sen sen ...

///////////////////////////////

.
. CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz