piątek, 14 marca 2014

Let It Go !

Rozdział V -Wszystkiego Najlepszego !!!- usłyszałam krzyk domyślając sie że głosy należą do moich rodziców a także młodszego brata. Zaspana wstałam z łóżka a rodzinka mnie przytuliła. - Gotowa na twój prezent urodzinowy? -spytała mama. -Oczywiście- powiedziałam z entuzjazmem. -To chodź zjemy śniadanie i możemy wyruszać- ubrałam sie i wspólnie zeszliśmy na dół aby posilić sie. Wybór był bardzo dużo od jajecznic po jogurty trzeba przyznać że głodnym z tamtą nie wyjdziesz. Po spożyciu udaliśmy sie po torebki do naszego apartamenty i spowrotem w dół gdzie spotkaliśmy reszte osób z naszej ekipy. Czekając na nasze samochody Harry przytulił mnie i złożył życzenia a także podarował naszyjnik w kształcie dużego krzyża takiego jakie są przy medalionach, który zawiesił mi na szyi. - nie musiałeś. - ale chciałem- powiedział z uśmiechem na twarzy. - dziekuje, jest piekny. Już po chwili siedzieliśmy w taxi jadąc przez piękne miasto. Po około 20 minutach taxi sie zatrzymało a my wysiedliśmy przed jakimś ogromnym budynkiem. Nie to końca wiedziałam co to za miejsce, coś było napisane po francusku ale niezbyt skumałam. -to tak to jest ostatni prezent i mamy nadzieje że wam sie spodoba- powiedziała moja rodzicielka. - ale co to dokładniej jest? - spytałam . - Dom mody- odpowiedziała na co Harry troszke sie zakrztusił. - nie martw sie nie chodzi o jakieś wybiegi modelki i same ciuszki - zapewniła mama. - to o co ? - spytałam. - zmienimy wasz wizerunek - powiedział ojciec harrego z entuzjazmem, a ja wraz z Harrym troche sie zdziwiliśmy. - no to co idziemy? -tak- powiedziałam po namyśleniu a Harry mi zawtórował. Weszliśmy do pięknego budynku a asystentka odrazy wyrwała nas na rozmowe a po konwersacji z moją mamą zaprowadziła nas do windy a następnie na pietrze do pomieszczenia w którym był mężczyzna i to on chyba będzie nas " upiększał". *** To tak muszę przyznać wyglądam inaczej może lepiej może nie ale mojej rodzinie szczena opadła gdy mnie zobaczyli. Wróciłam do pomieszczenia z przymierzalniami i przypomniałam sobie ten ból z rozczesywania włosów wyrównywania brwi lekki makijaż maseczki manikiur i pedicure ale chyba wato było: 1 moje włosy są piękne, blond fale i ta grzywka bosko 2 okulary które były już postarzałe ( bo te nowe Zayn zdeptał) znikły a na ich miejscu znajdują sie soczewki 3 moja twarz nie ma pryszczy i ogólnie mam jakąś ładną cerę 4 ubrania są bombowe stylowe że aż dech zapiera 5 Jestem Piękna^^ Gdy byłam przed przymierzalnią i przyglądałam sie swojemu odbiciu zauważyłam jak jakiś chłopak z czupryną włosów sie mi przygląda z otwartą buzią, odwróciłam sie i to mnie zatkało to był HARRY był mega przystojny, te włosy boskie, ubrania też a z koszulki można było zauważyć wyrzeźbione ciało hm... Może ćwiczył ale pod jego starymi koszulami nie dało sie zauważyć ale to nie ważne te jego ubranie jak buntownik wyglądał i trzeba przyznać jakbym go nie znała to bym pomyślała że jest od Zayna czy coś. -Wyglądasz pięknie... - wyszeptał. - ty też niczego sobie- powiedziałam - pogadaliśmy w trakcie pakowania staruch ciuchów o bólu metamorfozy i ufajcie mi on miał gorzej. Ogólnie to podobałam sie sobie i to sie liczy a soczewki były boskie do tego dostałam zapasowe i zmieniające kolor źrenic i oczywiście kupe ciuchów wszystkie znane marki z najwyższej pułki. Wróciliśmy tak po prostu do hotelu i zauważyłam że więcej par oczu mi sie przygląda a niektórzy gwiżdżą albo po francusku mówią coś uśmiechając się. Reakcja mojego brata też była dziwna bo ciągle mi sie przyglądał a Harry to wywiercał oczami jak laserami chociaż po momecie zauważyłam że robie to samo - aż sie zaczerwieniłam. Mieliśmy jeszcze czas więc postanowiłam spędzić go na spacerze z rodzinką więc na pół godziny przed odjazdem spakowani wyszliśmy ( oczywiście torby zostawiliśmy) na spacer.Wesoło było pośmialiśmy sie i pogadaliśmy na tle wieży Eiffla, no ale wszystko co dobre kiedyś sie kończy. Powrót po bagaż i na lotnisko. W samolocie przegadałam czas z Harrym serio boski był chociaż nadal jako kolega, chociaż zmienił wygląd dla mnie nadal jest kochaniutkim kujonem. W domu o koło 18 byliśmy przypomniałam sobie że Hanna i Niall niedługo będą więc sie przebrałam w nowe ciuszki zrobiłam lekki makijaż jak mnie dzisaj nauczyli wtem zadzwonił dzwonek więc wzięłam torebkę i poszłam do drzwi pociągnęłam za klamkę a tam moi kochani przyjaciele:) - Sorka jest Alice? - spytała Hanna...


niedziela, 12 stycznia 2014

Dreamers

Rozdział lV
Obudziła mnie budzik z  nutą Rizzle Kicks "skip to the good beat" Nie są oni bardzo znani ale ja uwielbiałam ich piosenki. Czyli jest 8 wstałam i poszłam ogarnąć poranną toaletę, ubrałam się i poszłam na śniadanie i spotkałam resztę rodziny.
-jak tam kochanie gotowa na wyjazd?
-Taaak....- powiedziałam z udawanym entuzjazmem.
-Fajnie bedzie- powiedział Tobi- będą zabawki i zjezdzal...
-Tobi ciii to jest niespodzianka.
Aha to gdzie jedziemy, na plac zabaw na dwa dni okay chyba nie będę z tego zadowolona.
-Jajeczka na bekonie?- zapytał Paul w fartuszku z patelnią w ręku. 
-tak poproszę.
Już po chwili moje pyszne pożywienie znajdowało sie na talerzu przede mną.
Kiedy wszyscy sie najedli i sprzątnęliśmy minęło 20 minut czyli była 8:30 i rozeszliśmy sie po pokojach aby zabrać walizki i bagaż podręczny i po 10 minutach byliśmy w taksówce (woleliśmy zostawić samochód w garażu niż na lotnisku) jadąc na lotnisko na które jedzie sie około 15 minut. Około 9 więc poszliśmy na odprawę a w samolocie byliśmy o 10:00 i wiecie co już wiem gdzie jedziemy, na tablicy zauważyłam może sie domyślacie to .... Paryż. Byłam już tam ale jest to jedno z moich ulubionych miejsc, ten jezyk, wieża Eiffla, romantyczne pary, most a nawet same bagietki i crossanty.
-Hej jestem Jacob, właśnie spędzimy razem 2 godzinki więc dobrze by było sie poznać- powiedział przystojny chłopak w moim wieku, kładząc swój bagaż na siedzenie obok mnie i  uśmiechając sie szczerze.
-Hej jestem Alice.
- O jakie piękne imie, dla pięknej dziewczyny.
No właśnie marzyłam sobie o tym, była ta scena w różnych filmach romantycznych on poznaje ją przez przypadek spędzą z nią w samolocie parę godzin a następnie długa rozłąką myślą o sobie zakochani i wten w jakim romantycznym miejscu znowu sie spotykają i są razem do końca, moje rozmyślania przerwał chłopak siadajacy obok mnie ooo może marzenia sie spełniają.... Wten odwrócił sie do mnie i zobaczyłam że to Harry-,- jak mogłam go nie poznać?!  
- hej gotowa na wycieczke życia? - powiedział ulizany chłopczyk, odtrząsłam sie i powiedziałam z sarkazmem.
- tak już nie mogę sie doczekać... Mówili ci coś gdzie jedziemy?
- Jedyne co wiem to że do Paryża a tobie?
-Tobi coś wspominał o jakiejś zjeżdżalni czy coś.
-okay robi sie dziwnie.
Wygodnie usiedliśmy a po chwili założyliśmy słuchawki i zaczęłam oglądać widok za okienkiem a Harry zasnął oczywiście na moim ramieniu.
- Wstawaj, Wstawaj - powiedziałam do Harrego sliniącego sie na moją bluzę.
--Co...? Gdzie... Jesteśmy?-powiedział pół ziewając.
-za 5 minut lądujemy.
-A no tak... Czekaj dwie godziny spałem?!?
- Tak
- to sorki za nudzenie cię moim chrapaniem.
- nie no luzik a tak ogólnie mama powiedziała co będzie dalej, idziemy do hotelu zostawiamy rzeczy i idziemy na niespodzianke - powiedziałam akcentując sarkastycznie ostatnie słowo.
Było około 12 więc wylądowaliśmy i poszliśmy po swoje bagaże aby następnie iść do taxi a raczej dwóch i do hotelu.
Weszłam do budynku był on 5-gwiazdkowy miał gotycki wystrój, wiele okien, strzeliste wieże, bogato zdobione portale. Cechami charakterystycznymi   był  łuk ostry, sklepienie krzyżowo-żebrowe i systemu łuków przyporowych, odciążających ściany budowli. W skrócie podobał mi sie. Podeszliśmy do recepcji i dostaliśmy swoje apartamenty chociaż przyjechaliśmy tam na 1 noc no ale kto bogatemu zabroni. Zajęliśmy dwa apartamenty z widokiem na wieże Eiffla, wiec byłam ucieszona. Weszłam do pomieszczenia w którym będę mieszkała  mniej więcej dzień, pierwszy był pokój a raczej sala pięknie ustrojona z okrągłym stołem na środku i wielkim bukietem następnie 3 wyjścia z pomieszczenia na wielki balkon na który wbiegłam i odetchnęłam z zachwytu jak pieknie i nagle usłyszałam lekki śmiech troche daleko ale też blisko odwróciłam sie w stronę dźwięku i na balkonie obok tak 5-6 m. ode mnie zauważyłam ulizane  żelem włosy Harrego. Uśmiechnęłam sie i wróciłam do środka to tak z sali wychodziło sie do pokoju dziennego telewizor kanapa itd a z niego do dwóch sypialni i toalety z łazieką, trzecim pomieszczeniem z "sali"  była ogromna sypialnia z ogromnym dwuosobowy łóżkiem która była rodziców. Przejdźmy do mojego pokoju miał dodatkowe drzwi do Tobiego co było fajne, był prostokątny ale nie mały wręcz duży: łóżko, szafa, telewizor,  komputer, półki i takie tam podstawy a na dodatek mały balkonik z widokiem na Paryż.
-o godzinie 12:45 wychodzimy ogarnijcie się no i chodźcie - powiedziała rodzicielka
moje oczy od razu zwróciły się w stronę nadgarstka czyli zegarka. Była 12:35 czyli mam 10 minut, odłożyłam mój bagaż wzięłam książkę ( Percy Jackson) i zwróciłam się w strone balkonu aby 10 minut spędzić na lekturze. Niby 10 minut ale szybko minęły, wzięłam podręczną torebkę i spotkałam się z rodzinką. Ogólnie z Harrym pojechał jego ojciec i brat rok starszy od Tobiego, a jego ojciec pracował wspólnie z Paulem dlatego się znamy, wiec wszyscy pojechaliśmy do miejsca niespodzianki a kiedy byliśmy już niedaleko zauważyłam że to Disneyland i uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wysiadłam z taxi i z lekko otwartą buzą gapiłam się na pałacyk.
-Zadowoleni?- spytałam mama, odwróciłam się w jej stronę a Harry także, zauważyłam że stał w takiej samej pozycji.
 -Tak- powiedzieliśmy razem.
- łapcie swoje bileciki- powiedział ojciec Harrego dając nam plakietki na smyczkach – pozwala wam wejść gdzie tylko chcecie a czas macie do godziny 18 około 5 godzin wam wystarczy co?
 -No nie wiem spróbujemy- powiedział Harry.
-No to na co czekacie, idźcie już, będziemy przy telefonie i my zaopiekujemy chłopcami- powiedziała mama.
 -okay to papa- powiedziałam.
 -Bawcie się dobrze, bo my będziemy- teraz powiedział Toby.
Więc nie czekając na słowa innych ruszyliśmy do Disneyland’u było tam wspaniale ten pałac różne zjeżdżalnię i ludzie przebrani za różnych bohaterów Disneya spędziłam tam jedne z lepszych pięciu godzin życia, lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy. Mogłabym opowiadać o tym przez cały rozdział a to by była dopiero połowa ale byłam tak zszokowana i zachwycona że nic nie pamiętam. Spotkaliśmy sie w wyznaczonym miejscu oczywiscie z kłopotami gdyż zgubiliśmy z Harrym mapkę i nie mogliśmy znaleźć wyjścia ale po paru namolnych chwilach odnaleźliśmy się.
- Podobało sie? - zagadną Paul.
- Jeszcze sie pytasz oczywiście że tak- powiedziałam.
- I to bardzo, jedne z najlepszych urodzinowych niespodzianek.
- A to jeszcze nie koniec, jutro następna^^-powiedział ojciec Harrego, na co my wytrzeszczyliśmy oczy.
- yhy ale to dopiero jutro- powiedziała mama.
Z ucieszkami na twarzy pojechaliśmy do hotelu było przed 19 więc o 19 skończyliśmy jeść kolację którą przywiozła nam obsługa ( ja jadłam kraba i nie polecam). Rodzice pozwolili nam na 2 godzinki iść na wieże eiffla, a podobno wieczorem jest jeszcze ładniej więc z Harrym wyruszyłam i mogę przyznać że spędziłam z nim cały dzień, jeden z najlepszych. Tak, wieża jest piękna te widoki, Aleja Pól Elizejskich to prostu cudo trudno było sie na nią dostać te kolejki i wgl ale warto było chociaż wszędzie były pary, zakochani itd.  Późnej to już tylko powrót i sen w pieknym łożu w którym sie zakochałam  nie tylko z powodu zmęczenia ale z tego jakie było piękne tak jak w starych filmach. Sen sen sen ...

///////////////////////////////

.
. CZYTASZ = KOMENTUJESZ

piątek, 3 stycznia 2014

Here Comes The Sun

Rozdział III
Obudziłam się dość prędko gdyż o 6, był czwartek dziś do szkoły jutro wolne, nie ugięta myśl przechodziła mi po głowie- co to za niespodzianka skoro rodzice zwalniają mnie z szkoły co sie rzadko zdarzało a raczej nigdy także co ma z tym związanego Harry. Zastanawiałam się nad tym aż dobiegła godzina 7 wypoczęta po leżeniu założyłam okulary i poszłam na dół gdzie spotkałam mame która nie dało się ukryć spieszyła sie.
-Witaj kochanie tak prędko na nogach?
- A tak wyszło, przynajmniej w spokoju zjem śniadanie.
- W kuchni na stole leżą twoje i Tobiego kanapki nie zapomnij wziąć.
- Z truskawkową?-spytałam z nadzieją.
-Tak jak zawsze, musze lecieć - powiedziała rodzicielka dając mi całusa w policzek - Pa pa - i zamknęła drzwi.
Poszłam do kuchni i zrobiłam naleśniki Amerykańskie których zapach rozniósł sie po całym domu. Kiedy przysiadłam do stołu usłyszałam tupot małych stup po schodach.
-Co tak pięknie pachnie?- powiedział braciszek zaciągając sie powietrzem.
-Łap to porcja dla ciebie- powiedziałam  i przysunęłam do niego talerz z porcją naleśników.
-dzięki tego mi trzeba było - powiedział już z półpełną buzią jedzeni, przełknął i ponownie zaczął rozmowe- Wogule to co to był za chłopak z którym wczoraj rozmawiałaś na placu zabaw?
- A to tylko ze szkoły.
- Pewnie tylko że szkoły a tak naprawdę to chciała dać mu buzi co? - powiedział młody wysyłając buziaczki w powietrze.
-Ej przestać nie chciałam- powiedziałam śmiejąc się z jego wyrazu twarzy i czując odrobinę kłamstwa w tym co powiedziałam. Z zamyślenia wyrwał mnie Tobi.
-Ej obudź się jest czas do przedszkola chodz sie ubrać dziś mam być na czerwono w szkole.
Razem z czerwonym pomidorem poszłam go odprowadzić i odeszłam w stronę szkoły a pod szafką spotkałam jakżeby pomyśleć Zayna i jego ekipe dziś niestety był w szkole.
-Dzień dobry Alice- powiedział sarkastycznie mulat.
-Czego chcesz Zayn?!
- Powiedziałem "Dzień dobry" odpowiedz uprzejmie- powiedział przygniatają mnie do szafki na co mój oddech zatrzymał sie- hm...? Nie dosłyszałem.
-Dzień dobry- powiedziałam najciszej jak sie da, na co mulat prychną przybliżył sie do mojej twarzy na co gwałtownie odwróciłam twarz czego skutkiem były moje okulary na podłodze (tak spadły mi, sama nie wiem jak) a on zaczął mówić.
- Naucz sie troche kultury co Jackson?!
Wszystko było rozmazane moim celem było znalezienie okularów lecz po chwili usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła i ujrzałam jakąś nogę która depcze po ciemnej plamce na podłodze domyśliłam się że to były moje okulary. Podniosłam przedmiot i już wiedziałam że będzie to dzień bez nich, były całkowicie zniszczone a drugiej pary przy sobie nie nosze.
Zażenowana wyjęłam książki z szafki taką przynajmniej miałam nadzieje że dobre wyjmuje i poszłam w stronę klasy. Spotkałam tak przyjaciół i wytłumaczyłam brak przyrządu wzrokowego na nosie na co powiedzieli że będą przy mnie żebym sie nie wywaliła ani nic głupiego nie zrobiła, chociaż także zauważyłam ich uśmieszki chyba z powodu mojego wyglądu lecz także sie uśmiechnęłam i weszłam do klasy. Lekcje jak zwykle spokojne pierwsza matematyka więc wyprzedzałam z materiałem moich rówieśników. Drugą lekcją była biologia z "Profesorem" oczywiscie nie obyło się bez krzyków nauczyciela abyśmy nie gadały (Tak samo jak ławka obok czyli Liam i Jo) bo przesadzi nas lecz jeszcze nigdy tego nie zrobił wiec na chwile się uciszyłam aby następnie rozmawiać ciszej z Hanną . Minęły jeszcze dwie lekcje Angielski i Geografia wten nadszedł czas lunchu którego się obawiałam. Z trzęsącymi się rękoma wzięłam tace z śniadaniem następnie zauważyłam nas stolik słabo ale zauważyłam, był on na drugiej stronie stołówki, otrząsłam się i poszłam przed siebie, nie za dobrze widziałam więc szłam  tak aby dojść tam jak najszybciej, idę idę idę połowa sali i nic mi nie jest jedynie śmiechy z mojego wyglądu ale to normalność i zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Nagle poczułam ból w nodze, ktoś mi podstawił haka leciałam w dół ale szybko pomyślałam że nie dam im takiej satysfakcji i szybko tace jakby przez przypadek wyrzuciłam do ich stolika (aby sama nie wywalić sie na mój lunch) czego skutkiem był krzyk dziewczyn największe plastiki szkoły Jo i Jude które szczerze nienawidziłam. Wstałam i zauważyłam dziewczęta w spaghetti, przez co musiałam powstrzymywać się od wybuchu śmiechu, czego chłopacy z gangu nie powstrzymywali.
-Co ty zrobiłaś idiotko- powiedziała Jo.
-to był nowy LOUIS VUITTON !!!- powiedziała Jude, wyjmując makaron z torebki i ogólnie z głowy.
- Zapłacisz nam za to- wykrzyczała przez zaciśnięte zęby Jo.
-Ups... Niechcący - powiedziałam sarkastycznie i poszłam w stronę mojego miejsca pobytu gdzie już byli Hanna i Niall którzy śmieli sie.
-Łoł zaskoczyłaś nas- powiedziała Hanna.
-Noo odważna jesteś nie boisz sie ich teraz? -spytał Niall
-Wiem że będę tego żałowała ale sie nie boje.
-Co sie stało z dawną Ali?- spytał blondyn.
-A co przerażam cię?
-ewidentnie tak.
Śmialiśmy sie oczywiście znajomi podzielili się troszke lunchem a kątem oka spostrzegłam troche smiech przy dziewczynach ale jutro i tak nie mam mnie w szkole wiec wyluzowałam.
Zadzwonił dzwonek kończący miło spędzony czas i popędziliśmy do klas.
Lekcje mijały szybko ostatni był Hiszpański  na którym siedziałam z Zaynem niestety gdyż pani nas przesadzała na początku roku i jak zawsze zmienialiśmy miejsca, to ona znowu nas przesadzała i tak zostało że z nim siedzę. Nikt nie przepadał za bardzo za panią Sparks była w średnim wieku i baardzo wredna dlatego na jej lekcjach w większości była cisza bo tą mniejszością był Zayn i koledzy gadający.
Jak zwykle siedzieliśmy najdalej jak sie da od siebie i tak minęła lekcja bez sprzeczek z czego sie cieszyłam. Kiedy dzwonek zadzwonił pobiegłam do szafki ogarnęłam wszystko i wyszłam jak najszybciej z budynku alby nie spotkać J&J. Byłam już parę metrów za szkołą kiedy usłyszałam że ktoś krzyczy moje imie odwróciłam sie i na szczęście zauważyłam Harrego, zwolniłam a on dogonił mnie.
-Potrafisz być naprawdę szybka - powiedział lizus.
-Hehehehe Dzięki.
-Wiesz może o co chodzi z tym niespodziankami urodzinowymi?
-Hm... Wydaje mi sie że będzie to jakaś wycieczka za granice czy coś albo zwiedzanie.
-A no to nie będzie źle, przynajmniej w tym roku nie będę sie tam sam nudził.
-Mówili ci wogule co masz ze sobą wziąć ?- powiedziałam a raczej zapytałam lecz Harry przyciągnął mnie do siebie, milimetry dzieliły nasze usta po chwili zastygnięcia Harry odchrząknął i powiedział.
-Ten no wpadłabyś na słup od lampy- odwróciłam sie i zobaczyłam słup zaśmiałam sie pod nosem i ominęłam go bezpiecznym łukiem.
-Sorry bez okularów za dobrze nie widzę - uśmiechnęliśmy sie i zapytałam ponownie- to jak mówili ci co masz wziąć?
- Na razie nic ale pewnie wieczorem powiedzą.
Byliśmy już pod moim domem wiec sie z nim pożegnałam i poszłam do domu prawie nie trafiając w drzwi. W domu spotkałam mame i braciszka pewnie prędzej skończyła prace i go odebrała pogadałam z nią zjedliśmy obiad i już chciałam iść odrabiać lekcje ale jutro wolne wiec poszłam z małym pograć na Xbox-sie i graliśmy aż wybiła godzina 17:40 więc spakowałam sie i poszłam na trening niby tylko ćwiczenia samoobrony itt ale dobrze to działało na kondycje i samopoczucie a także wiedziałam że nie mam sie czego bać gdy ktoś mnie zaatakuję . Przed 19 byłam już w domu poszłam pod prysznic odświeżyć się i przebrać w piżamę wten mama zawołała na kolacje na której wszystko nam wytłumaczyłam  z Paulem min. że  wyjeżdżamy samolotem na wycieczke a około 9 musimy być na lotnisku a ciuchów za dużo nie mamy brać tylko na dwa dni piżamę kosmetyczkę itp. Jutro musze wstać około 8 więc ogarnęłam sie i poszłam spać.

/////////////////////////////////
UWAGA ! ! ! CZYTASZ =KOMENTUJESZ
Jest 55 wyświetleń ale nikt się nie przyzna proszę o komentarze to motywuje a historia dopiero się rozkręca ;**

poniedziałek, 30 grudnia 2013

If I Lose Myself Tonight

Rozdział ll
Obudziłam około 7;30 nie potrzebuje dużo czasu przed szkołą gdyż sie nie maluje ani nie upiększam się na bóstwo gdyż lubie sie taką jaką jestem. Wyszłam z Tobim odprowadzić go go przedszkola a sama poszłam do szkoły lecz nie długo, bo spotkałam Harrego, nie żywiłam do niego jakiegoś specjalnego uczucia ale lubiłam spędzać z nim czasu którego nie można nazwać straconym przez ciągły śmiech, jak by sie zastanowić był moim przyjacielem i sądzę ze on też tak sądził co do mnie. Kiedy weszliśmy do szkoły spotkaliśmy tam Hannę i Nailla rozmawiających więc podeszliśmy do nich lecz nie dało sie nie zauważyć napięcia pomiędzy Naillem i Harrym po prostu sie nienawidzili.
-Jak tam twoje nędzne życie co Naill?-powiedział Harry.
-Ja przy najmniej mam jakieś życie Harry-zaakcentował Naill na ostatnim słowie.
-Dobra spokojnie chłopacy zaraz dzwonek chodźcie pod klase.
Rozeszliśmy sie po klasach i weszliśmy do nich. Lekcje mijały dość szybko aż doszło do lunchu,nie opowiadałam o nim prędzej gdyż nie mam z tym dobrych wspomnień no wiecie wywalone jedzenie albo po prostu haki podstawione czego skutkiem jest moje własne śniadanie na twarzy,lecz dziś nie było takich niespodzianek ponieważ brak szefa gangu (Zayna) sugeruje  niesprawność zespołu w skrócie kiedy Zayna nie było grupa kujonów była przeszczęśliwa z powodu niemocy grupy.
Oczywiście przez to mogłam zjeść w spokoju, siedzieliśmy przy stoliku w trójkę ale czasami miejsce też znalazło sie dla Harrego.
-W sobotę urodzinki jak przeżycia?- zapytał Naill.
-Nic specjalnego Mama i ojczym pewnie będą chcieli zrobić niespodziankę ale im nie wyjdzie... Znowu
-Nie będzie tak źle, też mamy dla cb niespodziankę ale to dopiero w sobotę.
-A co to tego to ta rodzinna niespodzianka też jest dla Harrego miał urodziny w tamtym tygodniu i jedzie z nami a to wszystko jest w piątek dlatego mnie w szkole nie bedzie i sobote ale około 18-19 powiedzieli że wrócimy. Blondyni wymienili spojrzenia.
-To nam akurat pasuje.
-hmm... Czy mam sie bać?
Hanna i Naill spojrzeli na siebie a następnie razem powiedzieli.
-tak -czego skutkiem było że ponownie na siebie spojrzeli równie wypowiadając - oooo.
Chyba tylko ja jestem tu normalna.
Reszte luchu przegadaliśmy śmiejąc sie i dziwnie zachowując. Dziś Środa więc zostały Jeszcze 3 lekcje, minęły szybko bez żadnych szkód ze strony Zayna wiec w  mgnieniu oka byłam w domu ale miałam odebrac Tobiego więc poszłam po niego.
-To jak było w szkole ?
-A no dobrze ale wiesz co obiecałaś mi coś?
-A nie możemy następnym razem ?
-Nie, obiecałaś na paluszek! ! !
-No dobra dobra ale tylko na chwile.
-yoohoo to ja idę na zjeżdżalnię.
-Okay będę jakby coś na ławce.
Już idę w stronę ławki kiedy Tobi krzyczy.
-Ali, Ali popatrz jak zjeżdżam - uśmiechnęłam sie i pokazałam mu kciuk w górę lecz kiedy sie odwróciłam wpadłam na kogoś.
-Przepraszam przepraszam
-Nie to moja wi... -powiedziałam lecz kiedy on sie odwrócił i zauważył że to ja, także zauważyłam że to on a mianowicie Liam, przez chwile patrzyliśmy sobie w oczy a następnie on odchrząknął i powiedział.
- No ten uważaj następnym razem.
Wyminął mnie podszedł do małej dziewczynki objął ją zdejmując z domku drewnianego a następnie razem uśmiechnięci odeszli w swoją stronę. Minęło około 5 minut zanim my też poszliśmy do domu, gdzie mały wraz ze mną zjadł obiad i pograł w gry a ja zajęłam się lekcjami. Około godziny a może to były dwie, już sama nie wiem jest 19 więc Mama i Paul wrócili zjedliśmy kolacje. Później tylko poranna toaleta dokończyłam lekcje i opadniętą poszłam spać przy najmniej próbowałam gdyż nie mogłam przestać myśleć o zdarzeniu z placu zabaw jego oczy piękne piwne oczy nie mogę wymazać z pamięci ale także uświadomiłam sobie że nie mam u niego szans przecie jestem kujonem a on to szkolny bad boy. Opadnięta myśleniem zasnęłam.

 /////////////////////////////
 Hejoo to ja autorka wiem że krótko ale mam prośbę jak już to czytasz to skomentuj proszę choćby tylko wyraz albo dwa, dla mnie to wiele znaczy i motywuje. Dziekuje bardzo i pozdrawiam ;*

piątek, 27 grudnia 2013

She's Just Another Girl

Drrr ! Zadzwonił dzwonek kończąc ostatnią lekcje. Szmer w klasie zamykanych piórników, plecaków i pakowanych książek, już po minucie klasa świeciła pustkami a przy szafkach zebrał sie tłum ludzi. Zanim sie dopchałam do mojej szafki minęło 5 minut bo oczywiście pierwszoklasiści  sie przepychali. Przebrałam buty założyłam kurtkę wyjęłam książki z plecaka aby je włożyć do szafki lecz po chwili wylądowały na podłodze z wielką siłą można było się domyślać kto je zwalił. Słychać było ten jego okropny śmiech. Podniosłam książki i spojrzałam w górę, oczywiscie Zayn Malik największy  "buntownik" tej szkoły.
- Co, malutka przestraszyłaś się?- Powiedział Zayn swoim charakterystycznym głosem, nie wiem co aż tak śmiesznego w tym było ale  reszta  jego ekipy zaczeła sie śmiać- Do zobaczenia jutro - Powiedział trzaskając szafką blisko mojej głowy przez co odskoczyłam na bok co wywołało śmiech u mulata. Odłożyłam książki do szafki zamknęłam ją na kluczyk i wyszłam ze szkoły, czekali już tam na mnie moi przyjaciele rozmawiając razem podeszłam do nich i przyłączyłam sie do rozmowy.
-O czym rozmawiamy?- spytałam.
-O tobie, co tak długo?-spytał uśmiechnięty blondyn.
-A nic nie wiedziałam jakie książki zostawić.
-Ach te dylematy nastolatki- powiedziała blondynka.
-Dobra dobra już jestem więc chodźmy-poszlismy w trójkę w stronę naszych domów śmiejąc się i wygłupiając. W pierwszym domu mieszkała  Hanna znałyśmy sie od liceum ale bardzo sie polubiliśmy zawsze wspierałyśmy sie na duchu. Przytuliła mnie, blondyna i weszła do domu.Zostałam sama z niebieskookim.
-I co jak tam sprawy z Hanną?
-Jakie sprawy przecież nie mam żadnych spraw?! - prychną i widać było po jego krzywym uśmiechu że kłamie.
-Przecież widać że ci sie podoba- powiedziałam, wbijając mu palce w brzuch, na co blondyn zaczął sie śmiać.
-To aż tak widać?
-Hmm tak, zaproś ją gdzieś na randkę czy coś.
- A jak mi odmów?
-Nie odmówi- powiedziałam ze bananem na twarzy, trzymając jego twarz rękoma. Byliśmy już pod domem Nailla wiec przytulił mnie i wszedł do domu. Znaliśmy sie od przedszkola więc
 znałam go jak nikt inny. Mój dom był dwa budynki dalej. Weszłam do niego i powiedziałam .
- Już jestem - odpowiedziała mi cisza, hmm no tak rodzice w pracy siostra na studiach a brat w przedszkolu. Poszłam do swojego pokoju zerknęłam w lutro i zobaczyłam to co zawsze potargane wyblakłe blond włosy związane w kitek na końcu głowy,okulary na nosie, plecak zawieszonych jak najwyżej na plecach jakieś spodnie koszula troche przyduża w kratkę i dziwna koszulka musze przyznać urodą nie powalam ale wole być sobą z dobrymi ocenami niż głupim plastikiem. Przebrałam sie w dres, zjadłam obiad i oglądałam Tv około godziny a następne 2 godziny spędziłam na nauce. Około 18 przyjechała mama z Tobim i okazało sie ze byli na zakupach wiec rozpakowałam torby sprawdzając zawartość.
-Jak tam w szkole?- powiedziała moja rodzicielka po której urody niestety nie odziedziczyłam.
-Jak zawsze, a w pracy?
-Tak samo.
- A jak tam w przedszkolu mały?- powiedziałam do braciszka.
-Bardzo dobrze rysowaliśmy skonia?
-co rysowaliście?
- no skonia, taki duży długi nos- powiedział pokazując to mimiką.
- Chyba słonia-mówiłam śmiejąc się.
-No może to mógł być słoń hmm-zastanawiając sie wyszedł z kuchni.
Około 19 zjedliśmy kolacje następnie mój "ojciec" Paul przyjechał(był drugim mężem mojej mamy a mój pierworodny ojciec zmarł 4 lata temu),później to sie tylko wykąpałam, pouczyłam sie i poszłam spać.
                              ***
Rano obudził mnie braciszek skaczący po mnie i krzyczący.
-Wstawaj wstawaj już idziemy-odprowadzam zawsze rano Tobiego do przedszkola bo nie mamy aż tak daleko do szkoły.Zaspana przewróciłam sie na bok aby kontynuować sen lecz on nadal po mnie skakał,rozchyliłam lekko oczy i ujrzałam nimi mój budzik i wielkie cyfry 7;44. Szybko jak błyskawica wstałam zrobiłam dwu minutową toaletę poranną, ubrałam sie, zrobione przez mama jak wychodziła do pracy kanapki wzięłam i wyszłam z braciszkiem z domu. Musieliśmy troche przyśpieszyć, odprowadziłam go do przedszkola i moje nogi pędem poprowadziły mnie do szkoły. Gdy znalazłam sie w budynku usłyszałam chaos co oznaczało że dzwonku jeszcze nie było. Przeniosłam się w stronę szafki gdzie niedaleko zauważyłam Zayna dręczącego pierwszaków. Po chwili gdy już prawie wszystko ogarnęłam zadzwonił dzwonek zapowiadający lekcje, kontem oka zauważyłam mulata kierującego sie w stronę jego (i niestety mojej) klasy, jeszcze mnie nie zauważył wiec spakowałam co chciałam i szybkim krokiem przed buntownikiem popędziłam i weszła do klasy. Był wtorek wiec zaczynałam od biologii na której siedziałam z Hanną, przez co zawsze plotkowaliśmy a Pan "Profesor" który uczył, nas uciszał.
-Ostatnia ławka jeszce raz będziecie rozmawiać a was przesadzę !  - krzyknął rozwścieczony nauczyciel.
Postanowiłam wsłuchać sie troche w lekcje, coś tam było o komórkach lecz po chwili nasz belfer patrzył tępo w ławę naprzeciw nas po drugiej stronie. Siedział tam Liam z jaką laską, był on jednym z ekipy Zayna ale chyba najmilszym ale też wrednym i najprzystojniejszym lecz nie ciągnęło mnie do niego.
-Liam! Ostatni raz ostrzegam nie rozmawiać bo przesadzę!
-Przepraszam Proszę Pana- powiedział śmiejąc się z wyrazu twarzy nauczyciela.
-Liam ile razy mam powtarzać- zaczął cytować- Przepraszam Panie....
-Profesorze -powiedział chłopak.
-Dokładnie, a teraz wróćmy do lekcji...
Ogólnie w grupie Zayna było 4 chłopaków: Liam, Louis , Josh i oczywiście Zayn. Wszyscy za cel w liceum wzięli dręczenie"kujonów" szkoły.
Kolejne lekcje mijały szybko, kończyłam dodatkową matematyką. Weszłam do klasy w której nie dało sie nie zauważyć dużej grupy kujonów  w której ja też byłam. Na tej lekcji siedziałam z Harrym który lubi się uczyć i czasami jak mu jakieś zadanie czy coś nie wyszło to potrafił sie baaardzo wściec ale i tak się kumplowaliśmy.
-Siema siema Ali- ci ziom jay-powiedział Harry na co może czoło dostało plaskacz z ręki.
-to też nie tak???- na co poruszyłam głową na znak że nie -okayyy
-to może hmm...-zastanawiał sie drapiąc palcami po podbródku- czika Ali- na co w buchnęliśmy śmiechem aby po chwili Harry sie domyślił -czyli zostajemy przy Alice?
-Proszę -wymuszając kocie oczka
-Niech ci będzie, to jak masz zadania-kiwnęłam glową-no tak ty byś nie miała.
Następne zajęliśmy sie zajęciami czyli mamtmą. Dzwonek zadzwonił o 14:15 i tłum przy szafkach przybył, wiec postanowiliśmy z Harrym ażeby dokończyć zadanie które nie mogliśmy zrobić po 5 minutach krzyknęliśmy wspólnie na całą klasę aż pani podskoczyła.
-34 !!!
Z uśmiechami na twarzach poszliśmy w stronę szafek gdzie czekał już na nas Zayn i jego ekipa.
- No proszę proszę nowa para tej szkoły.
-Odczep sie Zayn - powiedział Harry troche z strachem
-Nie podskakuj kujonie bo cię zaboli-Mulat odwrócił Harrego i powiesił go za kołnierz o szafkę, na co Harry troche pisnął ale sie trzymał. Kiedy już poszli śmiejąc sie z nas pomogłam Harremu, ogarnęliśmy rzeczy i wyszliśmy ze szkoły rozmawiając o tym jak oczywiście nienawidzimy tej "elity".ogólnie to  dużo osób z naszej szkoły mieszkała na naszej dzielnicy Hanna, Naill, Harry niestety Zayn (naprzeciw mojego domu) i jego kolega Liam i jeszcze 6 osób z mojej klasy.Harry mieszkał 3 domy za mną więc odprowadził mnie i poszedł w własną stronę. Weszłam do domu z wiedzą własnej intuicji że nikogo nie ma w domu. Wyjęłam telefon aby posłuchać muzyki ale zauważyłam sms od mamy:
"Musze zostać dłużej w pracy odbierzesz Tobiego? Później zaprowadź go do Sąsiadki już z nią rozmawiałam"
Szybko odpisałam że odbiorę, wzięłam słuchawki i z dobrym brzmieniem wyszłam do przedszkola. Odebrałam małego i wracałam z nim do domu.
- Ooooo Ali chodźmy chodźmy na plac zabaw plose- odwróciłam sie aby nie poddać sie jego wzroku.
-Nastepnym razem teraz musimy sie śpieszyć, Mama wróci później więc na chwilę zajdziesz do pani Parkins ok?
-no dobra ale obiecujesz że następnym razem zajdziemy na plac zabaw -powiedział Tobi pokazując jego najmniejszy palec na co też tak uczyniłam i splotłam nasze paluszki.
-Obiecuje.
-teraz już sie nie wymigas- powiedział śmiejąc się.
Do domu trafiliśmy po 5 minutach była około 15 więc miałam jescze 2 godziny, postanowiłam zrobić obiad dla nas ale nie wiedziałam co wymyśleć wiec skończyło sie na grzankach. Po obiedzie Tobi oglądał bajki a ja obok niego robiłam lekcje i tak minęły 1,5 godziny,poszłam do swojego pokoju sie spakować a nastepnie zeszłam na dół.
-To co idziemy?
-Musimy?
-Tak
-Ale...
-ciii
-no ale...
-ciii
-to mogę przynajmniej dokończyć bajkę?
-dokończysz u Pani Parkins, dawaj dawaj szybkie ruchy !
-No dobra...
Wyszliśmy odprowadziłam Braciszka Do kochanej Staruszki i poszłam na trening, tak chodze na trening a dokładnie na karate, niegdy nie wiadomo co ci sie w życiu przyda. Po 1,5 godziny trening sie skończył i opadnięta powróciłam do domu. Kiedy już tam dotarłam spotkałam mame Paula i brata wlaśnie przygotowali kolacje więc zjedliśmy i pośmialiśmy sie wspólnie. Umyłam się ubrałam powtórzyłam do szkoły i poszłam spać.

czwartek, 26 grudnia 2013

Bohaterowie

Alice Jackson 19 Lat Dobrze sie uczy, nie jest zbyt piękna ale sie tym nie przejmuje. Przyjaźni sie z Hanną i Naill'em.
Hanna Evans 19 lat Jest piękna uczy sie w miarę. Przyjaźni sie z Alice i Naill'em.
Zayn Malik 19 lat Buntownik szkoły, wszystko go denerwuje. Pali Papierosy.
Naill Horan 19 lat Przyjaźni sie z Alice i Hanną.
Liam Payne 19 lat Jeden z ekipy Zayna
Harry Styles 19 lat Nastolatek kochający nauke. Kolega Alice z koła matematycznego.
Louis Tomlinson 19 lat Członek bandy Zayna.